2 lata temu, będąc w Turcji, udało mi się przetrwać Ramadan. Przetrwać – czyli nie jesć ani nie pić absolutnie nic, od wschodu do zachodu słońca. I tak przez kilka tygodni. Było ciężko, ale było warto. Szczególnie dla wspaniałego doświadczenia, jakim jest wieczorny posiłek ze znajomymi, pyszne jedzenie i… ten jeden moment, w którym rozlega się śpiew muezina z meczetu i wszyscy jednocześnie sięgają najpierw po suszone daktyle, a potem przystawki, danie głowne, desery, owoce… Do teraz pamietam ten głodny wzrok wszystkich siedzących przy stole i czekających na TEN znak – śpiew-modlitwę, pozwalający przerwać post.

W tym roku przechodzę przez miesiąc Ramadanu w Malezji. I jest ciekawie i nieco inaczej niż w Turcji.

Dla podsumowania: Ramadan to święty miesiąc postu dla muzułmanów, w trakcie którego skupiają się na kontemplacji ważnych duchowych tematów. Koncept jest taki, żeby zapomnieć o przyziemnych sprawach i skupić się na duszy oraz na pomocy innym.

happy-Ramadan-2012-1

W związku z tym przez miesiąc od wschodu do zachodu słońca nie jedzą, nie piją, nie biorą lekarstw, nie biorą używek (papierosy etc, bo alkohol jest i tak całkowicie zakazany w islamie), ale też nie uprawiają seksu.

Jest to miesiąc jałmużny, dlatego też nagle na ulicach widać dość sporo żebraków, którzy zdają sobie bardzo dobrze sprawę, że to najlepszy miesiąc na to, żeby zarobić na ulicy.

Dawanie jałmużny jest jednym z 5 filarów islamu, szczególnie podkreślanym w Ramadanie.

Symbolem Ramadanu jest w Malezji ketupat, czyli ryż zawinięty w paski liści palmowych, uformowany w kształt rombu. Ketpat podaje się do kolacji, jako obowiazkowy dodatek.

Można by pomyśleć, że w Ramadanie można nieźle schudnąć, jako że nie je się niczego przez cały dzień. Nic bardziej mylnego! Wg badań, muzułmanie w Ramadanie spożywają łącznie 30% więcej kcal niż podczas innego, zwykłego dnia. Jedzą więc tylko wczesne śniadanie i kolacje, które są jednak naładowane tłuszczem i cukrem.

A gdzie najlepiej znaleźć pyszności na Ramadanową kolację? Na bazarze! Pierwszego dnia Ramadanu w każdej dzielnicy miasta rozkłada się kolorowy jarmark na którym sprzedawcy oferują przeróżne smakołyki. Zwykle bazarów jest naprawdę wiele i można znaleźć jakiś w obrębie najbliższych 500 metrów.

Ja na przykład mam jeden taki bazarek zaraz przed bramą domu! Wystarczy wyjść przed budynek, żeby poczuć grillowanego mięsa, przyprawionych ostro sosów curry i słodkich pączków.

Barazy bywają małe- zaczynające się od 5 stoisk, ale też wielkie – zajmujące całe ulice, z kramami po obu stronach jezdni (tak właśnie, bazary mają to do siebie że są umiejscowione wzdłuż dróg).

Oto więc przegląd jedzonka do zdobycia na bazarze w Kampong Baru, jednym z największych w Kuala Lumpur:

image ramadan-bazaar

bazar-ramadan-kampung-baru

Moje ulubione Roti Jala – naleśniki w kształcie pajęczyny, z sosem curry który zachwyca swoją ostro-kokosową nutą (zawiera m.in. pełen zestaw przypraw i mleczko kokosowe), ok. 2RM za 5 sztuk

tb7Bn9Yqn-a2DPPb1nWTUTa4kgQ16MvI3jZRWBirwwo Harun_RotiJala

Murtabak – czyli gruby naleśnik nadziany kurczakiem, jajkiem i przyprawami. Złożony w kwadrat i smażony na wielkiej patelni. Bywa ostry. ok. 5RM za sztukę, dostaje się do tego solidną porcję curry (ostrzejszego niż w przypadku roti jala)

pIbuCe-B1OcCd5Jj0t2DQfn_13sV3ZuDcenvFRlLa3I,T6yb1_qMSuggCV5duJtw9dL5RgmQakoTUpDdT3i1cEc

Smażenina wszelaka – zaczynając od spring rolls, przez ciasto z krewetką, po pączki – zwykle koło 0.5 RM za sztukę

KC-g5O_mmPSb5Blel_dNMY9Y-IwfdtIqFY0mUG4Sjz0,cjp1F7wll21R_7B5iXmiEmOSRD45DqgU8npCvccQsVsSoki owocowe, świeżo wyciskane. Zwykle dodaje się do nich spory dodatek cukrowego syropu, więc jeśli wolisz coś mniej słodkiego, poproś z góry o „no sugar”.  Jest też dostępne coś różowego i mega słodkiego, o nazwie Bandung – jest to po syrop różany z mlekiem i mnóstwem cukru. Jak dla mnie, za słodkie. Napoje: 1-3 RM za spooory kubek lub plastikową torebkę wypełnioną płynem i kostkami lodu.

IMG_4423

W tajskim stylu – mango sticky rice! Czyli ryż gotowany na mleczku kokosowym, do tego świeże mango, trochę mleczka do polania ryżu i prażony sezam do posypania. 5 RM za porcję. Słodziukie i pyszne! Towar bardzo rozchwytywany, zdobyłam ostatnie opakowanie od pani na stoisku 🙂

BRWQ58C6eJmL4V8ZKaDQEzZc_3Wuq1m3t0kYCtrlJE4,fYuGKnSqo_mok9fUeqYTc4nH_5wUn9gSS_pnJsCp2xUImpresja na temat cendol – czyli typowego malezyjskiego deseru. W tym przypadku składa się z ryżowego puddingu, ciągnącego się niby-syropu (smak kokosowo-pandanowy) i syropu z brązowego cukru palnowego, tzw gula melaka. Warstwy osobno smakują tak sobie, ale po wymieszaniu zdecydowanie zyskują! 1 RM za kubeczek. (są też inne budynie i galaretki w smakach owocowych, cena ta sama)

6fmxQN_A3d0yG5XV3a1HjgQZQpEHcut3xC1svntz3lc

Smażenina z całą papryczką chilli w środku – mega ostre! 0.5 RM za sztukę

GK546bmOkheZmdTQU4gaKOAOPhjjcYvLip93Cj5P-wI,2hIUg6JsHeoVRxqB3vbCvfVt56PJ7tbI4UvXnVkj-3c

No i Malezyjska wersja kebaba – występująca w chlebku typu pita lub w chlebie przygotowywanym na parze. W środku do wyboru farsz kurczakowy albo z wołowiny, mocno przyprawiony curry i innymi przyprawami, czasem z dodatkiem warzyw. Zupełnie inny kebab niż polski 🙂 Poniżej ja z wersją z chlebem przygotowanym na parze. Smaczne! 3 RM za sztukę.

1HdG6IXvXAHPvpyh7Wt3dNjNO0Q0xZCm6E_Frpp23u4

No i klasyk bazarowy, czyli roti john – długa buła z nadzieniem mięsnym, smażonym jajkiem, surówką, ketchupem i majonezem. Taka malezyjska zapiekanka, tyle że.. nie zapiekana. Trochę miękka (chleb typu gąbczastego) ale jako że zwykle jest dobrze doprawiona – smakowita. Najlepiej jeść gorącą i podzielić się z kimś znajomym, bo buła jest zwykle pokrojona ma małe porcyjki.

roti-john

A co oprócz tego na bazarze? Owoce, warzywa, ciuchy i fajerwerki. I mnóstwo innych dań, o których jeszcze nie wspomniałam – kto wie, może dołożę jeszcze drugą część tej notki!

Uwaga na marginesie: z zasady na bazarze jedzenie kupuje się zapakowane i zanosi do domu. Niekulturalnie jest jeść swoje pyszne jedzonko przed przerwaniem postu w danym dniu, przechadzając się między głodnymi poszczącymi. Więc albo zabiera się jedzenie do domu, albo czeka się do 7.30 i je na ulicy lub w okolicznej knajpie.

Reklamy