Przyjeżdżając do Malezji miałam ze sobą spisaną listę miejsc, które koniecznie chciałam odwiedzić. I w ten weekend udało mi sie wreszcie ją odhaczyć do końca! Po Langkawi, Perhentian, Melacce, KL – nadszedł czas na ostatni punkt na liście, czyli Cameron Highlands.

Cameron Highlands położone są w północno-wschodniej części Malezji, mapka o tutaj:

map-mal

Z Kuala Lumpur dojeżdża się do Cameron Highlands na przykład autobusem – zajmuje to ok. 4 godzin.

A z czego znane są owe okolice? Właśnie z pięknych zielonych wzgórz pokrytych krzaczkami herbacianymi, ale też plantacji truskawek i warzyw.

Co dla mnie najważniejsze – z racji położenia, klimat jest nieco inny niż w Kuala Lumpur – raczej chłodny i deszczowy -prawie jak w Europie!

Dlatego też porządnie przygotowałam się do wyjazdu, odgrzebując z szafy sweterki (normalnie praktycznie nieużywane, no chyba że w silnie klimatyzowanych pomieszczeniach).

Droga do Cameron Highlands jest doświadczeniem samym w sobie – ostatnie 100 km to odcinek typowo górski, ze stromymi zakrętami, bez barierek, często na jezdni jednopasmowej. Bywało naprawdę groźnie, zwłaszcza gdy 2 autobusy jadące z przeciwnych kierunków próbowały wyminąć się na zakręcie przy którym osunęła się ziemia. Na kierowcach zdaje się to jednak nie robić wrażenia.

Po drodze co kilkaset metrów lokalni mieszkańcy rozstawili malutkie stragany z warzywami – często na straganie siedziała cała rodzina i sprzedawała jeden gatunek fasoli, a za nimi widać było malutką chatkę skleconą z liści palm i patyków. Po raz pierwszy widziałam nie turystyczne, a prawdziwe wioski w dżungli, bez elektryczności i porządnych domów. Gdybym jechała samochodem,  nie autobusem, z pewnością zatrzymanie się w przydrożnej wiosce byłoby świetnym doświadczeniem. Póki co, wpisuję to na listę moich rzeczy „do zrobienia”.

Cameron-Highlands-2008-03-20-002

Zatrzymaliśmy się w Tanah Rata, największym miasteczku na wzgórzach Cameron. Pierwsza moja myśl po spojrzeniu na główną ulicę: „Ale tu Europejsko!” Murowane budynki w stylu kontynentalnym, do tego ludzie chodzący w czapkach i szalach, no i zachmurzone niebo – czyli wszystko to, czego nie uświadczy się w Kuala Lumpur.

tanah-rata-jalan-besar-cameron-highlands

A dlaczego  miejsce wydaje się tak „egzotyczne” jak na Malezję? Bo przez długi czas należało do Brytyjczyków i Australijczyków, którzy przywieźli do Malezji pierwsze sadzonki herbaty i odkryli, że okoliczny klimat jest bardzo sprzyjający pod uprawę truskawek, herbaty i warzyw. Do tego rozwinęli infrastrukturę, budując drogi i tory kolejowe, Jeden z założycieli plantacji herbaty Boh w Cameron Highlands był też fundatorem głównej stacji kolejowej w Kuala Lumpur. Dlatego też do teraz na okolicznych wzgórzach można wstąpić do domku serwującego herbatę po angielsku i ciasteczka, podawane ze świeżymi truskawkami.

Aby nie tracić czasu, pierwszego dnia wykupiliśmy wycieczkę po okolicznych plantacjach. Z razji sporej grupy (9 osób) i wspaniałych negocjacyjnych zdolności koleżanki z Włoch, udało nam się wytargować całkiem przyjemną cenę za wycieczkę.

Wpakowaliśmy się wszyscy do Land Rovera, który wyglądał, jakby swoje najlepsze lata miał już za sobą, i ruszyliśmy w drogę.

1070050_10201417464339433_350722446_n 559136_10201417442698892_757908263_n

Pierwszy przystanek – pola herbaciane! Plantacje nie są niczym ogrodzone, można na nie wejść i przechadzać się między zielonymi krzaczkami.

553375_10201417443818920_728786457_n 988609_10201417459259306_1544832061_n 74627_10201417444098927_667504263_n 21371_10201417443978924_273741273_n 993307_10201417445578964_235125321_n 993316_10201417461579364_917071596_n 1014415_10201417459659316_894613986_n

Potem przyszła pora na prawdziwą próbę wytrzymałości samochodu – wjechaliśmy na najwyższe wzgórze w okolicy. Momentami było ciężko i miałam wrażenie, że zatrzymamy się i już nie ruszymy, jednak doświadczenie naszego przewodnika wzięło górę i jakimś cudem dotarliśmy na szczyt. A na nim – wieża widokowa i przeraźliwy ziąb, ok 5-10 stopni i wszędobylska mgła. Wspięliśmy się na wieżę widokową, jednak nie było z niej kompletnie nic widać – 100% zachmurzenie. Zrobiliśmy sobie kilka zdjęć i już mieliśmy schodzić, gdy nagle zawiał wiatr i rozpędził chmury, a naszym oczom ukazał się przepiękny widok na okoliczne wzgórza i plantacje! Co prawda nie trwało to długo – po 3 minutach chmury wróciły, ale udało nam się pstryknąć parę fotek.

17633_10201417450059076_1560192654_n 164235_10201417447099002_182025547_n540557_10201417446618990_1224403558_n

Kiedy zeszliśmy z wieży, nasz przewodnik poczęstował nas lokalnymi jagodami, które znalazł w krzakach- w zasadzie nie wyglądały one jak jagody, bardziej jak małe, czerwone kropeczki,w których trudno było wyczuć jakikolwiek smak.

1013586_10201417450459086_1379966040_n

Następny przystanek – Mossy Forest, czyli puszcza mająca 2 tysiące lat! Nazwa wzięła się od wszędobylskiego mchu, który po setkach lat zdominował krajobraz, oblebiając wszystkie drzewa. Zrobiliśmy sobie któtki trekking po okolicy, wspinając się po konarach i korzeniach drzew i starając się nie spaść w dół (ziemia jest bardzo zabagniona z powodu bardzo wysokiej wilgotności). Po drodze nasz przewodnik, naprawdę dobrze zaznajomiony z okolicą i jej tajemnicami, pokazał nam najmniejszą paproć na świecie (wyglądała jak malutki grzybek, naprawdę tycia) oraz dał do powąchania dziki  cynamon, prosto zeskrobany z drzewa.

mossy forest downloads mossy

1070039_10201417459179304_1863539638_n 1069866_10201417458419285_1367425142_n 1003727_10201417451099102_369748867_n

Po mszystej dżungli przyszedł czas na długo oczekiwaną plantację herbaty. Udaliśmy się na plantację Boh, którą już wcześniej kojarzyłam z opakowań herbaty dostępnych w supermarketach. Obejrzeliśmy proces produkcji herbaty od podszewki, czyli od wizyty w biurze testera jakości (na zdjęciu widać różne typy liści herbacianych badanych przez testera)

993617_10201417453499162_1101687580_n

Przez hale produkcyjne, w których liście są czyszczone i szatkowane na kawałki, a potem segregowane. Przy okazji – wiedzieliście, że jednego liścia herbaty można uzyskać aż 5 różnych produktów? Od suszonego liścia, przez gorsze jakościowo cząstki liścia aż do pyłu herbacianego, który to, jako najgorszy jakościowo produkt, używa się do herbaty w torebkach.

Po wizycie w fabryce trafiliśmy do herbaciarni z przepięknym widokiem na planrację. Pijąc różne rodzaje herbaty (ja zamówiłam liściastą z marakują, były też takie cacka, jak waniliowa, mango, a także wysokiej jakości czyste czarne herbaty) i przegryzając angielskie ciasteczka wszyscy poczuliśmy, że jest to idealne ukoronowanie dnia. A tu zdjęcia z tarasu, już po wypiciu herbaty 🙂 To świetne uczucie wiedzieć, że herbata którą się pije pochodzi z właśnie tego konkretnego pola obok!

1009794_10201417461339358_834333628_n

hotel murah di cameron highland

Po drodze do miasta zatrzymaliśmy się jeszcze na farmie motyli i owadów, gdzie można przejść się ogrodem pełnym przepięknych, ogromnych motyli latącymi dookoła.

998062_10201417463139403_500250546_n

540197_10201417462139378_464631049_n

Do tego są jeszczcze dodatkowe atrakcje, jak ogromny żuk,

1006294_10201417462539388_1997192384_n

patyczaki i owady wyglądające jak liście

14748_10201417463979424_1529262540_n

a także skorpiony, pająki i węże.

Wieczór spędziliśmy na lokalnym targu, na którym sprzedaje się właściwie wszystko co powiązanie jest z truskawkami. Są więc oczywiście świeże truskawki, suszone truskawki, truskawkowy dżem, świeży sok z truskawek. truskawki maczane w gorącej czekoladzie (mniam!), ale też parasole wyglądające jak truskawki, pluszowe truskawtki, klapki truskawkowe, okulary w kształcie truskawek… Prawdziwy szał! To prawdziwy truskawkowy biznes!

1005644_10201417464579439_902575680_n C7Journey9 StrawberryIcecream1 new-folder-26 ipoh-3in1-ch-strawberry-stall DSC_0263

Probowaliśmy też smażonych kulek ze słodkich ziemniaków z sezamem – całkiem smaczne! Lekko słoddke, gorące i bardzo…ziemniaczane.

images 1013174_10201417464779444_779130242_n

A na kolację wybraliśmy się na typową dla Cameron Highlands ucztę w formie steamboat. O steamboat pisałam już tu, przypomnę tylko że jest to chiński sposób przyżądzania zupy, która gotuje się w garnku na stole, a do której wrzuca się cokolwiek – mięsko, owoce morza i warzywa – samemu przyrządza się wielki gar pyszności dla całej rodziny (czy też grupy znajomych). Nazwałabym to ajatyckim fondue, bo koncept jest właściwie podobny – chodzi bardziej o wspólne spędzanie czasu niż jedzenie. Ale było pyszne!

1017684_10201417465659466_126825581_n 181821_10201417465419460_340833486_n

Następnego dnia wybraliśmy się na plantację truskawek – jak dla mnie nic specjalnego, truskawki jak truskawki – wydaje mi się że pochodząc z Polski trudno jest zachwycić się uprawą tych owoców, bo jesteśmy po prostu do nich przyzwyczajeni, Jednak moi koledzy z Afryki, Iranu, Włoch i Filipin byli naprawdę zachwyceni.

942379_10201417467619515_1112422010_n 988243_10201417466819495_2111040478_n
1069903_10201417466539488_1782711641_n

Oprócz truskawek na plantacji uprawiane są też kwiaty i warzywa, a nawet… kaktusy 🙂

1004896_10201417466219480_945162202_n 993617_10201417462299382_1927596819_n 995110_10201417462979399_1484438229_n 995895_10201417467499512_612933143_n

Podumowując – świetny weekend, miło było zjeść truskawki i trochę zmarznąć na dworze. Po 2 dniach stęskniłam się jednak za Kuala Lumpurskim ciepełkiem!

A tu jeszcze kilka fotek z cyklu „różne”, czyli m.in. co jedliśmy na śniadanie i na obiad. (nie, kota nie jedliśmy!)

1000520_10201417466019475_1702050845_n 969921_10201417442058876_453535341_n 1011309_10201417441498862_1326732127_n 995404_10201417441578864_1161795830_n