Generalnie Malezyjczycy nie mają wielkiego parcia na posiadanie „największych”, „najbogatszych” itp miejsc. Cieszą się, że ich kraj jest z czegoś znany (o ile nie są to ofery korupcyjne i znikające samoloty…) ale parcie na szkło jest tu mniejsze niż np. w krajach arabskich. Przykład? Wieże Petronas były najwyższymi wieżami na świecie do 2004 roku. Potem przewyższyły je choćby budynki z Chin i Dubaju, ale i tak pozostają najwyższymi bliżniaczymi wieżami na świecie. Nikt póki co nie rzucił żadnym pomysłem aby je przedłużyć, całe szczęście.

Ale jest jedno miejsce, w którym Malezja przoduje – ma nawet wpis w księdze rekordów Guinessa! Oto wzgórze Genting Highlands – lokalizacja największego hotelu na świecie! Przyjeżdża tu 10 milionów turystów rocznie!

Widok na Genting z chmur , zdj. http://mitways.com

Udało mi się odwiedzić to miejsce z moją koleżanką Asią w czerwcu 2017. Oto moje wrażenia!

Dojazd do Genting – nie taki zwykły!

Myślicie że do największego hotelu na świecie po prostu sobie dojedziecie samochodem? Jest lepsza opcja – kolejka linowa!

Łatwo można tam dojechać autobusem (co godzinę ze stacji KL Sentral, koszt 4RM). Bus dojeżdża do podnóża góry – do terminalu kolejki. Całość wygląda jak lotnisko! Kilka pięter, schody ruchome, przechowalnia bagażu, pojemniki pokazujące maksymalną wielkość bagażu, który można wziąć do kolejki (standardowy podręczny)…

Bilet kupuje się w samooobsługowych kasach, uwielbiam takie gadżety! Są 2 opcje: standardowa gondola (8RM) albo taka ze szklanym dnem (RM50). Maszyna przyjmuje pieniądze i drukuje bilet który należy zużyć w przeciągu 24 godzin. Potem już przechodzi się przez kolejne bramki skanując bilet, prześwietlić bagaż przy stanowisku kontroli bezpieczeństwa, po czym ląduje się w wielkiej kolejce, która jednak porusza się dość sprawnie.

A oto i gondole, oraz widoki! Jedzie się dość szybko, cała jazda zajmuje ok. 10 minut. Osoby z lękiem wysokości mogą chcieć zasłonić oczy 🙂

First World Hotel

Sam hotel powala nie tyle przepychem (ma tylko 3 gwiazdki, więc nie jest to luksus) ile przestrzenią i ogromem logistyki! Ponad 6,000 pokoi oznacza, że sprzątania jest tu co niemiara – i faktycznie, na każdym kroku można się natknąć na obsługę hotelu. Wykwaterowanie z pokojów jest o godzinie 11.00, a zakwaterować się można dopiero od 15:00 – tyle czasu zajmuje ogarnięcie wszystkiego!

Aby poradzić sobie z ilością gości próbujących zrobić check-in o tej samej porze, uruchomiono maszyny „recepcyjne” w hallu hotelu – wystarczy zeskanować swój paszport, wpisać numer rezerwacji i już – można zapłacić gotówką lub kartą. Z „żywą” obsługą hotelu ma się kontakt tylko w przypadku problemów z maszyną. Wykwaterowanie wygląda podobnie – są specjalne maszyny do check-outu, w które wsuwa się kartę i ewentualnie dopłaca za dodatkowe usługi. Zajmuje to dosłownie kilka sekund!

Cały główny hall to sztuczna brukowana uliczka, przy której rosną ogromne sztuczne drzewa – czasem można na nich zauważyć węże (oczywiście również sztuczne).

First World Hotel składa się z 3 wież, nasz pokój znajdował się w niedawno wyremontowanej wieży 3. Oznaczało to… 15 minutowy spacer do pokoju z recepcji! Co jak co, w tym miejscu zrobicie sporo kilometrów, poruszając się między różnymi punktami w budynku! Na przykład spacer z centrum handlowego do pokoju i znów do centrum to minimum 30 minut chodzenia!

Wszystkie budynki są połączone podziemnymi korytarzami, schodami ruchomymi itp – będąc tu 24 godziny, praktycznie nigdy nie wychodzi się na zewnątrz kompleksu. Trochę to przerażające.

Numer pokoju? Skomplikowany!

A sam pokój? Malutki, podstawowy, z widokiem z okna na…mur. Jest czysto, jest zestaw do zrobienia sobie herbaty, ale pokój odwiedza sie tylko późnym wieczorem. W zasadzie – nic ciekawego.

Co robić w Genting?

Malezyjczycy przyjeżdżają tu z kilku powodów:

  • na zakupy w ogromnym centrum handlowym, które przylega hotelu – ja tam wolałam chodzić, żeby pozachwycać się ogromnymi ekranami LED wyświetlającymi animowane wzory i filmiki – praktycznie całe ściany były w światełkach!

  • zagrać w jedynym legalnym kasynie w całym kraju
  • poczuć lekki chłodek – temperatura na zewnątrz to przyjemne 18-20 stopni przez cały rok
  • obejrzeć koncert lub przedstawienie – codziennie wieczorem jest tu coś do obejrzenia (akurat podczas naszej wizyty były to występy kung fu mnichów z Shaolin)

  • pobawić się w krainie sztucznej zimy – stworzono tu „Snow World” czyli ogromną przestrzeń z temperaturą -2 stopnie! Przy wejsciu należy wypożyczyć kurtkę i buty, a potem można już bawić się w środku, podziwiać sztuczne bałwany i pingwiny itp. Dla Malezyjczyków to ogromna gratka!
  • zjeść pyszne pierożki w oddziale knajpy Din Tai Fung (koniecznie!)
  • pograć na setkach automatów

  • złożyć wizytę w świątyni Chin Swee!
  • za rok będzie tu można wpaść do Parku Rozrywki XXth Century Fox – coś a’la Disneyland. Na razie jeszcze nic tu nie ma, niestety….

Świątynia Chin Swee

Jeśli już o świątyni mowa. Tak szczerze mówiąc, można sobie odpuścić pobyt w hotelu, ale do świątyni przyjechać trzeba! Piękne miejsce, z cudownymi naturalnymi widokami!

Dojeżdża tu kolejka linowa, światynia ma własną stację pośrodku wzgórza. Minus? Mimo tego, że jazda jest krótsza, za bilet płaci się tyle samo (8RM). Cóż….

Chin Swee to przepiękna taoistyczna świątynia, zbudowana przez właściciela kompleksu hotelowego – ma przynosić szczęście w biznesie, ale też szczęście w hazardzie – sporo ludzi zatrzymuje się tu w drodze do kasyna i prosi o pomyślność.

Czego tu nie ma!

  • Ogromny 15 metrowy posąg Buddy

  • park ukazujący sceny z kręgów piekieł (dość straszne, w tym nadziewanie ludzi na pal, topienie w lawie i inne takie przyjemności…)
  • 9-piętrowa pagoda, z 10,000 lampek pomyślności w środku (wejście na szczyt jest bardziej męczące niż wejście na latarnię morską! Ale warto!)

  • posąg bogini Kwan Yin
  • przepiękne widoki na dachy świątyń ze smokami i „perłami mądrości” a za nimi – bezkresne lasy i wzgórza

  • Starbucks! Tak! W świątyni na środku wzgórza jest Starbucks! Niesamowite, aż musiałam zrobić zdjęcie!

Podsumowując: jeśli lubicie świątynie i naturalne, lesiste widoki, warto tu wpaść. Jeśli nie, to… sam hotel raczej warto sobie odpuścić, no, chyba że bardzo lubicie centra handlowe.

Reklamy