Ach, azjatyckie mity! Czarna magia z dalekich wysp Indonezji! Wielkie węże, które układają się do snu obok właściciela, tylko po to, by „zmierzyć” jego wymiary na późniejszą konsumpcję. No i te drakońskie kary za każde najmniejsze przewinienie w Singapurze!

Cudowności. Jest tego sporo, ale postanowiłam, że opowiem wam krótką historię miłosną pomiędzy Singapurem i gumami do żucia. Burzliwy był to romans – i trwał dość długo, ale obecna sytuacja jest trochę inna niż ta w opowiadaniach.

1980

W szybko rozwijającym się kraju na południu półwyspu Malajskiego, Ministerstwo Rozwoju rozpoczęło program wygaszania promocji gumy do żucia. Dlaczego? Głównie z powodów estetycznych – guma zaczynała być wszędobylska, i coraz więcej chodników wyglądało jak ciapkowana skóra krowy. Miasto wydawało ponad 150,000 dolarów singapurskich rocznie na czyszczenie chodników, drzwi i ścian! Pierwszym krokiem był więc zakaz reklam promujących albo pokazujących żucie gumy.

1987

Otwarty został system transportu publicznego w Singapurze – słynne MRT, jedno z pierwszych tak nowoczesnych rozwiązań w regionie. Ogromna duma pierwszego premiera – Lee Kuan Yew – ale też wszystkich mieszkańców. Ale do czasu… już po kilku tygodniach ktoś zaczął sobie robić „heheszki” zaklejając gumą czujniki ruchu, i powodując opóźnienia w jeździe pociągów. Premier zdecydował, że czas na poważniejsze kroki. No fakt – system za 5 miliardów dolarów singapurskich unieruchomiony przez kilku huliganów?

Stacja MRT w Singapurze obecnie

1992

Stało się. Prezydent Goh Chok Tong ogłosił zakaz handlu i importu gumy. Sytuacja stała się podobna do stanu uregulowania marihuany w większości krajów – nielegalne było (i jest!) sprzedawanie i produkcja, nie posiadanie. Sporo osób wyprawiało się na weekendowe wycieczki do Malezji po zakup gumy, które potem rozdawali znajomym lub odsprzedawali – jednak taki niewielki „mrówczy” handel graniczny nie spotkał się praktycznie z żadną reakcją ze strony policji i rządu – raczej przymykano na to oko.

Ruszyła międzynarodowa lawina plotek i legend. Mówiono chociażby o tym, że rząd reguluje dostępność gumy do żucia, aby wpłynąć na „kreatywność w biznesie” w kraju. Lee Kuan Yew zasłynął swoją ówczesną odpowiedzią „Jeśli nie potrafisz myśleć bez odruchu żucia, polecam banany” („If you can’t think because you can’t chew, try a banana”).

2004

Umożliwiono import gumy terapeutycznej do Singapuru. Oznacza to np. gumy nikotynowe, gumy wybielające itp. – można je obecnie nabyć w aptekach.

Podsumowując:

Nikt was nie ukarze za przywiezienie na własny użytek kilku paczek gumy w plecaku. Ba – jeśli potrzebujecie, możecie sobie kupić paczkę gumy bez cukru w aptece. Możecie ją żuć – ale już jeśli spróbujecie taką gumę wypluć na chodnik i złapie was policja… Możecie sporo zapłacić!

Oprócz zakazu importu i sprzedaży gumy do żucia, w Singapurze obowiązuję też sporo innych zasad, których wysokość bywa szokująca. Pamiętam że podczas mojej pierwszej wycieczki widziałam znaki pokazujące kary za jeżdżenie rowerem poza ścieżką rowerową (bodajże 1,000 dolarów!) czy kary za jedzenie w metrze (500 dolarów). Są też kary za przechodzenie przez jezdnię poza wyznaczonymi do tego miejscami i wiele innych. Niewiele z nich jednak zyskało tak międzynarodową sławę jak prawo dotyczące gumy do żucia!

Zakazy stworzyły nową niszę w oercie suwenirów z Singapuru – sprzedaje się tu np. takie magnesy:

 

Reklamy