Od lewej: olejek do twarzy, mydło paczuli-miętowe i olejek do masażu

Nie będę tego ukrywać: jeśli chodzi o podarunki z Malezji, jest trochę ciężko na rynku. Tzn jest ich oczywiście sporo – jeśli byliście w Chinatown to na pewno widzieliście sterty pamiątek – ale 90% z nich pochodzi z wielkich fabryk z Chin. Tak naprawdę, jeśli chcecie dostać coś lokalnego i unikalnego, pozostaje kupowanie przekąsek czy przypraw, albo wyrobów produkowanych przez aborygenów malezyjskich (tzw. plemiona orang asli). Osobiście preferuję czekoladki z durianem, suszone ryby na patyku itp – zawsze robią furorę wśród moich znajomych.

Ale nie każdy szuka tego typu prezentów. Jeśli lubicie naturalne, lokalne kosmetyki, to ten artykuł jest dla was – to pierwsza część serii o produkowanych lokalnie malezyjskich produktach!

Dlaczego kosmetyki z Malezji?

Jakiś czas temu zaczęłam od was dostawać coraz więcej zapytań o lokalne kosmetyki. Jako, że nie jestem typową „beauty bloggerką”, najczęściej mogłam tylko odpowiedzieć, że w Malezji dostaniecie tani olejek kokosowy i aloes. Czułam się z tym trochę źle, bo bardzo chciałam pomóc!

Zwróciłam się więc o pomoc do moich nieocenionych malezyjskich znajomych – i tak też stworzyłam krótką listę kilku lokalnych marek produkujących dobrej jakości lokalne kosmetyki. Możecie je zamówić lub kupić podczas pobytu – będę tu polecać tylko te marki, które osobiście przetestowałam. I tylko te nie-wybielające skóry (co jest w Malezji bardzo popularne, niestety).

The Saponifist

Założycielka, Nadya Lee (źródło: The Star Malaysia)

Jedna z marek, która najbardziej mnie zaskoczyła. Co kojarzy się z Malezją? Słońce, plaża, wakacje. A jaka jest seria kosmetyków stworzonych przez Nadyę Lee? Jest ciemna, wiktoriańska i bardzo zagadkowa. Ale do tego mocno przyprawiona lokalnymi kwiatami i przyprawami. Jeśli macie znajomych, których kręcą takie klimaty (albo sami je lubicie) to seria The Saponifist będzie strzałem w 10-tkę.

Założycielka jest grafikiem z zawodu, i od zawsze lubiła wszelkiego rodzaju sztukę – jeszcze w dzieciństwie tworzyła np. biżuterię dla znajomych i rodziny. Jednak kiedy odkryła zawartość niesamowicie pachnących składników na domowo robione mydła – jak sama mówi, przepadła z kretesem. Zainwestowała w sprzęt do produkcji mydła i zaczęła tworzenie własnych kombinacji składników i zapachów. Potem pojawiły się jeszcze inne produkty, jak olejki. Wszystkie trzymają mocny wiktoriański styl i są dokładnie takie jak założycielka marki – wyraziste i unikalne!

Mydło o zapachu paczuli i mięty

Pięknie zapakowane mydełko, które poczujecie już przez folijkę! Na duży plus zaliczam to, że zapach jest wyrazisty, ale nie za bardzo słodki – więc mogą go też używać mężczyźni. Jest to taki trochę „unisex” 🙂

Kolejny plus – w każdym mydle jest min. 50 % oliwy z oliwek, plus dodatkowe olejki – na rękach pieni się umiarkowanie, ale pozostawia przyjemny filtr na dłoniach, który później dość szybko się wchłania. Nawilżenie dłoni jest mocno odczuwalne, po umyciu rąk nie musiałam już potem nakładać kremu do rąk (a pracuję w mocno suchym pomieszczeniu, z klimatyzacją włączoną non-stop). Minus? Mydło po użyciu zostawia brązowe ślady na umywalce lub mydelniczce. Ale to chyba dość mały niusans, biorąc pod uwagę super-nawilżenie!

Olejek do twarzy i olejek do masażu

Malutki (5 ml) flakonik skrywa mocno aromatyczny olejek to twarzy a ten nieco większy – do masażu drenażowego. Mocno ziołowe i mocno nawilżające!

Olejek do twarzy testowałam przez tydzień – i naprawdę poczułam różnicę. Jojoba, czyli główny składnik, działa nawilżająco i tonująco, ale też pomaga w pozbyciu się pryszczy. I bardzo szybko się wchłania, ale pozostawia na skórze przyjemny zapach – mnie osobiście ten zapach pomógł w… zasypianiu, bo działał na mnie bardzo relaksująco. No i udało mi się wreszcie pozbyć suchości w strefie T – a to problem, który trapił mnie od lat.

Olejek do masażu ma w sobie wyciąg z orzechów makademia, olejki i wyciąg z grejpfruta. W założeniu ma pomagać w masażu wspomagającym np. chudnięcie czy w trakcie detoksu, ale można go też używać jak ja – w celu nawilżenia skóry, po prostu! Byłam z niego równie zadowolona, jak z olejku do twarzy. Fajna sprawa – podobno oba sprawdzają się także jako olejki po goleniu.

Gdzie kupić serię The Saponifist? I za ile?

  • Bedąc w Malezji, obserwujcie Facebooka marki https://www.facebook.com/saponifist – Nadya często bywa na różnych wydarzeniach w lokalnych centrach handlowych, gdzie możecie kupić produkty bezpośrednio.
  • Możecie zamówić produkty online z dowozem do waszego hotelu: wybierzcie produkty z te strony http://www.saponifist.com/p/soaps.html i wyślijcie maila na saponifist@gmail.com z zamówieniem i adresem hotelu (niestety nie ma jeszcze możliwości wysyłki do Polski)

Ceny – raczej umiarkowane

Mydła: RM23

Olejki: RM19-53

 

Kosmetyki do testu zostały mi przekazane bezpłatnie przez firmę The Saponifist. Opinie w tekście są wyłącznie moje.

 

 

Reklamy