Ostatnio znajomy zapytał mnie, czy jest wogóle coś za czym tęskię w Malezji, bo podobno czytając bloga odniósł wrażenie że życie w Kuala Lumpur jest jak lukrowany pączek, czyli cudownie przesłodzone. I faktycznie,mając do dyspozycji całoroczne lato i pyszną kuchnię, tęsknota za ojczyzną schodzi jakby na drugi plan.

Zmotywowałam się jednak, i spisałam listę rzeczy których mi tu brakuje:

1) (sprawa oczywista) SERY!

Different-meal-Types-of-cheese

Azjaci z regionów Malezji (ale też Indusi) są genetycznie alergiczni na produkty mleczne (tzn nie przetworzone: np świeże mleko, świeży twaróg itp). Nie objawia się to żadną wysypką ani problemami zdrowotnymi – świeże produkty mleczne nie są przez nich trawione, mogą więc po prostu spowodowac biegunkę. Dlatego też oferta produktów mlecznych i nabiałowych jest – delikatnie mówiąc – uboga. W Malezji zresztą nie hoduje się krów mlecznych, tylko krowy mięsne, wszystkie sery i jogurty są więc sprowadzane z Australii i Nowej Zelandii. Skutek: w sklepie pod hasłem „ser” moża dostać zazwyczaj wyłącznie plastry żółtego, sztucznego sera „tostowego”. Inne są właściwie nieznane i dostępne tylko w drogich marketach: male pudełko ricotty kosztuje 18RM, mascarpone około 25RM a twarogu nie ma wogóle. Mleko kosztuje ok 5RM za litr, czyli jest dość drogie. W związku z tym uczta serowa jest zdecydowanie wysoko na mojej liście „Do zrobienia po przyjeździe do Polski”.

2. (sprawa mniej oczywista) POGODA

32185

Tak, wiem. Jest ciepło. Jest przyjemnie. I zwykle uwielbiam otworzyć sobie okno z rana i poczuć ciepełko o 7 rano. Ale czasem – zwłaszcza poza sezonem monsunowym – ciepło staje się nieznośne. Z samego rana jest czasem 30 stopni C, co zdecydowanie nie ułatwia przeprawy przez miasto do pracy. Do tego upał daje się bardziej we znaki niż podczas lata w Polsce – z powodu wysokiej wilgotności. Po kilku minutach czekania na autobus wszyscy stojący na przystanku robią się mokrzy. I w takim stanie trzeba przeżyć cały dzień w biurze… Tak więc polskie lato lub wiosna są zdecydowanie tym, co przydałoby się w Malezji od czasu do czasu. Czyli ciepło, ale nie ekstremalnie, z deszczem od czasu do czasu.

3. BEZPIECZEŃSTWO NA ULICY

cat-robbery

W niedawnym rankingu najniebezpieczniejszych miast na świecie Kuala Lumpur zajęio niechlubne, 6. miejsce.  (http://kerajaanrakyatphotos.blogspot.com/2013/06/kuala-lumpur-malaysia-top-10-dangerous.html) Brzmi strasznie, ale zaraz po ogłoszeniu rankingu policja i rząd Malezyjski zdecydowanie zaprzeczyły rewelacjom z rankingu i zaprzeczyły informacjom o absurdalnie wysokim liczniku przestępstw ulicznym w mieście. Niesmak jednak pozostał.

Faktem jest, że przez ostatnie kilka miesięcy nie czuję się tak bezpiecznie w KL jak jeszcze pół roku temu. Nie wiem, czy to z powodu napływu emigrantów czy po prostu lenistwa policji, ale nie jest dobrze. Wielu z moich znajomych zostało obrabowanych na ulicy – mnie napadnięto z nożem w restauracji w przeddzień moich urodzin. Szerzy się fala złodziei na motorach, którzy zrywają torebki z ramion przechodniów.

Ale trzeba sobie radzić: nauczyłam się już nigdy nie mieć ze sobą w torebce więcej niż 100RM, wszystkie niepotrzebne mi w danej chwili dokumenty trzymam w domu a paszportu nawet nie ruszam z schowka w biurze. Czasem, kiedy czuję się naprawdę niepewnie, klucze i kartę debetową chowam pod bluzką zamiast w torebce – żeby w razie kradzieży ich nie stracić. Może przesadzam, ale nasłuchałam się opowieści o napadach w KL od konsula w ambasadzie i nie chcę zapeszać.

W porównaniu do tego, nocne powroty do domu z Poznaniu, niezapomnianym autobusem 251 zdają się super-bezpieczne.

4.  PIECZENIE

chocolate-chip-cookies

Nie to, żebym była jakąś wielką specjalistką od tortów i ciasteczek, ale miło sobie czasem zrobić partię muffinów albo choćby zapiekankę z makaronem. W Malezji jednak standardowo kuchnie wyposażone są tylko w kuchenkę z palnikami, piekarnik jest bardzo rzadkim dobrem. A jak piekarnik, to i…

5. CHLEEEB!

iStock_000012472937XSmall

Wiecie, co w Malezji rozumiane jest pod hasłem „chleb”? Miękkie, białe paskudztwo o nazwie chleb tostowy. Inne rodzaje chleba występują ale nie wszędzie i w dość wysokich cenach (mały bochenek chleba na zakwasie ok 10RM) Oczywiście zawsze można sobie to wynagrodzić jedząc kanapkę w Subwayu albo udając się na weekendowe zakupy chlebowe do porządnej piekarni – ale nic nie przebije porządnego, ciemnego chleba z ziarnami, najlepiej ciepłego (mniam!). Ale mi się zamarzył bochenek z naszej domowej maszynki do chleba, achhh!

6. TANI ALKOHOL

glasses

W związku ztym, ze Malezja to kraj muzułmański, na produkty alkoholowe nałożony jest 100% podatek. Jest jedno lokalne piwo- Tiger, całkiem znośne, ale wciąż kosztujące ok 7-8RM za puszkę (w sklepie, a w pubie koło 20RM). Moje kochane wino kosztuje ok 100RM za butelkę i trudno znaleźć coś taniej. Wódkę można kupić tanio u Indusów w little India, zwykle z przemytu. Trzeba mieć jednak dojścia i znać konkretną osobę, która taki towar rozprowadza. Ostatnio było parę informacji o zatruciach nielegalnym alkoholem w Malezji, lepiej więc zawsze sprawdzić źródło.

7. SPĘDZANIE CZASU NA ŚWIEŻYM POWIETRZU

504359f826e32_oPrimo – w KL powietrze nie jest świeże, niestety, nawet to opadnięciu smogu. Secundo -kultura azjatycka nakazuje spędzać czas w centrach handlowych. Tertio- jest tak gorąco, że wszelkie zadania wymagające aktywności fizycznej skutkują mega-spoceniem po 5 minutach.  Tak więc zwykle kończy się na pikniku lub krótkiej przechadzce po parku (a to i tak rzadko -naprawdę trudno jest wyciągnąć ludzi z domu w weekendy)

8. DOJRZAŁOŚĆ

images (6)I nie mówię tu o aspekcie fizycznym, a o zachowaniu wielu młodych Azjatów, którzy zachowują się jakby zatrzymali się w rozwoju na etapie 10-latka. Gadżety z Hello Kitty, komiksy, plotkowanie o pierdołach, silny podział na spędzanie czasu z przedstawicielami swojej płci i brak wiedzy o tym, jak komunikować się z płcią przeciwną,  kompletny brak edukacji seksualnej (choć to raczej wina systemu edukacji) i edukacji geograficznej, a także zupełna naiwność 20-latków sprawiają, że czasem naprawdę ciężko się dogadać.

9. (oczywiście!) MOJA KOCHANA RODZINA I PRZYJACIELE

Ale temu da się zaradzić, widzimy się na święta!!!

PS Cały ten wpis naprawdę zajął mi sporo czasu – uwielbiam Malezję i znalezienie rzeczy które mi się tu nie podobają nie było łatwe!

Advertisements