Kerala – „God’s Own Country”

Indie południowe. Kokosy, palmy, słonie, ogromne rzeki i lasy tropikalne. Uczty serwowane na liściu bananowca, ogromne świątynie z imponującymi wejściami z setkami figurek pnących się ku niebu, barki mieszkalne powoli płynące po rozlewiskach. I uśmiechy – dzieci bawiących się na skraju wioski, starszej pani w kolorowym sari, sprzedawcy kwiatów przy świątyni…

Zawsze chciałam zobaczyć inne oblicze Indii, tak różne od pustynno-górzystej północy, na której spędziłam prawie pół roku.  I wreszcie udało się! W marcu 2015 dzięki waszym głosom udało mi się dostać do programu dla blogerów „Kerala Blog Express” organizowanego przez lokalne biuro promocji turystyki z ministerstwem turystyki. 

Było jak w bajce…

Zobaczcie, jak to wyglądało, na filmiku podsumowującym wyjazd (szukajcie mnie w prezentacji uczestników pod koniec!)

Luksusowa turystyka w Indiach? Jestem na tak!

Pomimo że wcześniej mieszkałam już na północy Indii, Kerala była dla mnie zaskoczeniem. Również dlatego, że organizatorzy zapewnili wszystkim uczestnikom (30 blogerów z całego świata) naprawdę fantastyczną trasę i eleganckie zakwaterowanie w hotelach 5-gwiazdkowych. Sama podróżując po Azji zwykle śpię w hostelach i tanich hotelikach, więc było to coś zupełnie innego niż zazwyczaj. Ale skłamię, jeśli powiem, że nie przyzwyczaiłam się do bycia witaną girlandami kwiatów i powitalnym drinkiem w każdym hotelu. To jest po prostu fantastyczne uczucie 🙂 No i po raz pierwszy miałam do swojej dyspozycji willę z własnym basenem – zapamiętam to do końca życia!

Hotele zapewniały nam wszystko czego potrzebowaliśmy – i jeszcze więcej! Bo jak nazwać płatki róż sypiące się na głowę podczas wchodzenia do lobby hotelowego, obsługę która praktycznie nie opuszczała nas na krok, czy w końcu tradycyjne keralskie sari, które otrzymaliśmy jako podarunki od menadżera hotelu. W Thekkady zamiast boya hotelowego witał nas… słoń przystrojony girlandami kwiatów (to już etycznie jest dość słabe, ale z perspektywy momentu, gdy wysiadaliśmy z autobusu, a przed nami stał prawdziwy, ogromny słoń – robiło to wrażenie!).

2 tygodnie to tak naprawdę niewiele!

Przez 2 tygodnie odwiedziliśmy najważniejsze turystyczne punkty regionu: Trivandrum, Cochin, Wayanad, pływaliśmy łodziami mieszkalnymi po słynnych keralskich „backwaters” i ścigaliśmy się łodziami po jeziorach, a kajakami po rzekach. Odwiedziliśmy najbogatszą świątynię na świecie, ośrodek dla słoni, plantacje herbaty, uprawy przypraw, lokalne wioski i zabytki kolonialne, a także biennale sztuki współczesnej. Plan był tak napięty, że wieczorami nawet specjalnie nie miałam energii na imprezy (chociaż latynoska część ekipy mocno do tego zachęcała).

Koniec końców – była to jedna z najpiękniejszych wypraw w moim życiu. Poczytajcie trochę o tych cudach w moich wpisach poniżej:

*Moje top 5 miejsc do odwiedzenia w Kerali

*10 rzeczy, których musisz spróbować w Kerali

*Zwiedzanie Trivandrum – stolicy stanu

*Plantacje herbaty w Munnar

*Top 10 lokalnych dań keralskich

Wyprawa odbyła się dzięki uprzejmości Kerala Tourism , w ramach programu Kerala Blog Express. Właśnie rozpoczęła się rekrutacja do 3 edycji programu. Szczegóły: http://www.keralablogexpress.com (Aplikacje otwarte są dla blogerów podróżniczych z całego świata)

A na koniec jeszcze kilka fotek podsumowujących wyjazd 🙂

Sieci rybackie w Cochin
Sieci rybackie w Cochin
Na plantacjach herbaty w Munnar. W tle - nasz własny autobus z logo KBE!
Na plantacjach herbaty w Munnar. W tle – nasz własny autobus z logo KBE!
Głupawka z ekipą :)
Głupawka z ekipą 🙂
Pięknie widoki wieczorne
Pięknie widoki wieczorne
Wizyta w ośrodku dla słoni!
Wizyta w ośrodku dla słoni!

988953_10206310306866241_6710010663545157625_n 10172611_10206174552472466_5387421346254998806_n 10636227_10206174569312887_4467234186172233117_n 10847782_10206174553632495_7833707192037173528_n

Moja fantastyczna pomocnica - bez niej nigdy nie byłabym w stanie założyć sari!
Moja fantastyczna pomocnica – bez niej nigdy nie byłabym w stanie założyć sari!
Typowe śniadanie keralskie - wegetariańskie pyszności!
Typowe śniadanie keralskie – wegetariańskie pyszności!
Autobus, który woził nas bezpiecznie przez 2 tygodnie
Autobus, który woził nas bezpiecznie przez 2 tygodnie
Na uczcie sadya, czyli jedząc z liści bananowca. Obok mnie blogerzy z Izraela, Puerto Rico, Brazylii i Hiszpanii.
Na uczcie sadya, czyli jedząc z liści bananowca. Obok mnie blogerzy z Izraela, Puerto Rico, Brazylii i Hiszpanii.

16882_10206310326906742_8834636124601764731_n

541662_10206174537192084_4427552598444809678_n

 

 

Reklamy