Usłyszałam o tym festiwalu dzień wcześniej, ale po obejrzeniu zdjęć z zeszłorocznej edycji, po prostu wiedziałam, że muszę tam być!

Festiwal jest mało znany przez Malezyjczyków (wiem, bo pytałam i nikt o tym wcześniej nie słyszał), ale to głównie dlatego, że jego docelową publicznością są zagraniczni turyści. W tym roku spodziewano się 1 mln odwiedzających.

DSC_0124

O czym mówię? O Floria Festival, a także imprezie towarzyszącej – Night Boat Flower Parade.

972685_10152970749865261_1326858836_n 1062964_10152970757845261_1886559640_n

Święto to odbywa się nad jeziorem Putrajaya, w okolicach KL (Putrajaya jest miastem – satelitą KL, mieszczą się tu wszystkie urzędy, parlament i ministerstwa).

Na jeden tydzień nad brzegiem jeziora tworzony jest ogromny bajkowy ogród z tropikalnych, kolorowych kwiatów – głównie storczyków. Każdy stan Malezyjski jest odpowiedzialny za przygotowanie ogrodu który reprezentowałby region i jego kulturę. (mam wrażenie że jest na to osobny budżet, bo wszystko razem na pewno było strasznie drogie – tysiące/miliony kwiatów, do tego stworzenie infrastruktury, kolorowych świateł, zraszaczy, ścieżek…Szaleństwo!) Oprócz stanów malezyjskich są też ogrody tematyczne, np japoński, królewski, podwodny (a w nim żółwie zrobione z kwiatów, sztuczne glony itp)…

images  234234 4234

img_76401

Do tego największy na świecie pionowy ogród (czyli 150 metrów ściany z trawą i kwiatami) oraz dziwne azjatycki dekoracje (wielkie jajo do którego można wejść, wszędobylskie balony i wystawa orchidei które wygrały konkurs w swojej kategorii, np najpiękniejsze płatki, najładniejsza łodyga)

W ogrodzie przepięknie pachnie! I do tego dzięki zraszaczom nie jest gorąco, więc jest to idealny czas na przechadzkę. Niestety w trakcie festiwalu utrzymywał się jeszcze gigantyczny smog, o którym wspominałam w poprzednim poście – większość odwiedzających miała więc na twarzach maseczki. Ja też, ale co chwilę ja zdejmowałam, żeby poczuć zapach kwiatów, więc było to nie do końca praktyczne. Po terenie imprezy chodzili zresztą wolontariusze rozdający darmowe maseczki, wiec zawsze można było dostać nową.

W tym samym czasie na jeziorze odbywa się parada łodzi – i w tym przypadku również każdy stan Malezji ma obowiązek zaprojektować i wykonać piękną łódź wypełnioną światełkami i reprezentującą kulturę regionu. Łodzie powoli suną po jeziorze a prowadzący opowiada o każdej łodzi i kulturze stanu, który reprezentuje. Stanowi to świetną lekcję kultury Malezyjskiej – dla mnie było to bardzo przydatne, jako że nie wiem jeszcze za dużo o poszczgólnych regionach kraju.

Tu kilka przykładów łodzi:

images34234
323
1Floria-3758

Po paradzie zgłodnieliśmy wiec udaliśmy się w okolice stanowisk z jedzeniem. Malezja, oczywiście, stawia jedzenie zawsze na pierwszym miejscu. Zamiast obskurnych budek z kiełbasą i burgerami były wiec samochody-kuchnie, sprzedające wszystko: od świeżych owoców, przez zupę z kluskami, po stanowiska KFC i Pizzy Hut (również mobilne). Upolowaliśmy więc cudownie słodkie i soczyste świeże mango, które sprzedawca pokroił nam na miejscu i cały owoc zniknął w naszych paszczach już po 5-ciu sekundach ! Soczystość i aromat świeżego mango nigdy nie przestanie mnie zachwycać!

Potem zauważyłam stoisko z pao (bułeczkami przygotowywanymi na parze: coś jak poznańskie pyzy, tylko z mięsnym nadzieniem w środku). Tym razem jednak pao były inne – z czekoladą i masłem orzechowym! Naprawdę przepyszne, i bardzo inne od standardowej wieprzowiny barbeque którą można znaleźć zwykle wewnątrz.

Do tego świeży sok z pomarańczy albo kakao, nazywane tutaj Milo. Moi znajomi sprobowali też char kew tiao (smażony płaski makaron ryżowy z kiełkami soi i krewetkami) oraz smażony ryż z warzywami, oba dania wyglądały obłędnie.

Podsumowując: festiwal jest po prostu przepiękny, jeśli tylko bedziecie w Malezji w czerwcu przyszłego roku, na pewno warto wpaść na chwilę. I co najważniejsze: wejście jest darmowe!

Advertisements