To niesamowite, jak życie w Azji potrafi rzucić człowiekiem w zupełnie nieprzewidziany sposób i przeciągnąć człowieka w zupełnie nieplanowane rejony. Na Filipinach pierwszy raz byłam 4 lata temu, przyjechałam tu zwiedzać północ wyspy Luzon – w tydzień nie tylko wylegiwałam się na plażach, ale też zrobiłam trekking przez pola ryżowe do wodospadu, jeździłam snowboardem po wydmach, i podziwiałam hiszpańską architekturę starówki Vigan jeżdżąc powozem konnym.  Plan takiej wycieczki możecie zresztą przeczytać tutaj.

Potem rok później pracowałam dla malezyjskiej firmy, dla której prowadziłam ekspansję… na Filipiny właśnie! Średnio co miesiąc byłam w Manili, gdzie doświadczyłam, czym jest prawdziwy tajfun – był taki czas, że przez 2 dni nie mogłam wyjść z hotelu (ulice zalane), a w hotelu nie było prądu… Poznałam za to fantastycznych ludzi i zakochałam się w ich pozytywnym stosunku do życia.

Posmakowałam też legendarnego keczupu z bananów, który jest.. słodki i faktycznie ma aromat bananów.

Czymś, na co zawsze czekałam przy okazji mojej kolejnej wizyty (poza plażą, wycieczkami itp) były głównie.. filipińskie desery!

Na słodkie? Tylko na Filipiny

Obecnie znowu jestem na Filipinach, tym razem w regionie Pampanga, słynnym ze smacznego jedzenia i…deserów właśnie! Co to oznacza? Ano to , ze znajomi (bardzo dumni ze swojej kuchni i tradycji kulinarnych) często podrzucają mi coś do jedzenia, albo zabierają do cudownie smacznych miejsc.

Nie zrozumcie mnie źle, słodycze z Malezji czy Tajlandii bywają fenomenalne, ale to właśnie te z Filipin kompletnie podbiły moje serce.

Być może powodem jest historia kraju – wpływ kolonizacji przez Hiszpanów miał ogromny wpływ na kulturę i kuchnię (ale też język, architekturę – wszystko) i być może dlatego obecne desery mają trochę w sobie z europejskiej delikatności, a trochę azjatyckiego szaleństwa. Zamiast mleka dodaje się mleczko kokosowe, zamiast europejskich owoców – kokosa, ananasa i liście pandan – wychodzi z tego mieszanka wybuchowa.

Moi filipińscy deserowi faworyci

Halo Halo

Chyba najlepszy deser w Azji jaki kiedykolwiek jadłam. Co prawda tajskie mango sticky rice znajduje się blisko w rankingu, ale halo halo to jest naprawdę jazda bez trzymanki. Czego tu nie ma!

Kruszony lód, mleko kokosowe, banany, galaretki, fasolka czerwona, fasolka biała, kukurydza, lody z ube (fioletowego ziemniaka) i leche flan (karmelowy pudding), a do tego wiórki kokosa i nata de coco (galaretka z kokosa krojona w kostkę). Wszystko przychodzi zwykle pięknie elegancko podane w pucharku, po czym człowiek bierze ogromną łyżkę i wykonuje halo halo (z języka tagalog: mieszaj mieszaj) i tworzy z całości białą masę która dość szybko się roztapia.

Niektóre miejsca na Filipinach mają swoje wyjątkowe odmiany tego deseru, np. w San Fernando podano nam go w… skorupie kokosa! Porcja była ogromna.

Puto

Puto podczas relaksu nad rzeką w Iloilo. W takich miejscach smakuje najlepiej!

Delikatna babeczka robiona na parze, często z dodatkiem aromatu liścia pandan albo kokosa. Najlepiej smakuje jedzona na ciepło, prosto z parowalnicy! Istnieje też super-giga wersja puto o nazwie puto flan: na górze babeczki jest jeszcze jajeczny karmelowy pudding! No niebo w gębie!

Sago Salad

Nietypowa „sałatka” na słodko: składa się z zielonej galaretki, kawałków świeżego kokosa, rodzynek i ugotowanych kuleczek sago. A wszystko polane jest mieszanką mleka kokosowego i skondensowanego. Czy to prawda że jak coś jest zielone to jest sałatką? Tutaj najwyraźniej tak!

Pizza z Mango

Widzicie wystające bokiem mango?

Nie wiem czy to podpada pod desery, ale lekko słodka nuta kierowałaby odpowiedź na tak. Knajpa „Pitstop” na wyspie Guimaras serwuje pizzę z sosem pomidorowym, serem i papryką, ale też… plastrami mango, a całość posypana jest orzechami nerkowca. Całość smakuje „po lokalnemu” – ser jest podłej jakości, a ciasto do pizzy smakuje jak mrożone, ale klimat tego miejsca (wyspa Guimaras produkuje najsłodsze mango na świecie) i cudowne, soczyste mango powodują, że nie da się nie zachwycić tego typu kombinacją kuchni fusion.

Tupig

Ja to nazywam „Dwie Świnki” bo brzmi jak „Two Pigs”. Bardzo popularna przekąska którą można dostać wszędzie – łącznie z autobusami, które zatrzymując się na postój wpuszczają na pokład obwoźnych sprzedawców, drących się „Tupiiiiiiig, tupiiiiiiig”! Tak więc jest to deser, który sam do was przyjdzie. Sam skład jest niesamowicie prosty: klejący ryż wymieszany z wiórkami kokosa, zawinięty w liście palmowe i grillowane jakiś czas. Znacie te smaki które nabierają uroku dlatego, że jedliście coś w niesamowitym miejscu? Ja mój pierwszy tupig jadłam maszerując przez pole ryżowe i mam do tej przekąski ogromny sentyment.

Taho

Pan od Taho, ze swoimi wiadrami

Kolejny obwoźny deser, który znajdziecie praktycznie wszędzie. Sprzedawcy taho są łatwi do znalezienia: z daleka usłyszycie ich zaśpiew „Tahooooooo”, po czym zobaczycie pana balansującego na ramionach dwa wiadra zawieszone na patyku. W jednym wiadrze ma tofu (w formie puddingu), w drugim kuleczki sago, a całość jest wsypywana do kubeczka i polewana płynnym cukrem palmowym. Dodatkowo w różnych regionach dodaje się lokalne specjalności, np. w Baguio (słynne z chłodniejszego klimatu miejsce w Luzon) dodaje się też zmiksowane świeże truskawki.

Lody Serowe

Filipińczycy uwielbiają ser – ale nie taki, który byłby popularny w Polsce. Tutaj najbardziej popularny jest tani „ser bez sera” (moja definicja), który w Polsce sprzedaje się jako starty-najgorszego-gatunku-tylko-do-pizzy. I z takim właśnie serem serwuje się tu większość potraw. A skoro jest taki popularny… to musiały zostać też wymyślone serowe lody, oczywiście! Smak, pomimo dodatku sera, jest przeraźliwie słodki (jak większość dań tutaj) – chyba przez dodanie mleka skondensowanego. Takie lody, wymieszane z kulką czekoladowych albo awokado, serwowane prosto z obwoźnego wózka na środku ulicy – świetnie schładzają w gorący dzień, a jakoś sera schodzi na dalszy plan. A jeśli chcecie lody zjeść w tradycyjny sposób, zostaną wam one podane… w bułce 🙂

Maja

Z pozdrowieniami dla wszystkich Maj 🙂 Pudding z mleka kokosowego wymieszanego z mlekiem skondensowanym, w którym chrupią… ziarna słodkiej kukurydzy! Serwuje się to jak tort i kroi na kawałki.

Ube Halaya

Dżem ze słodkiego fioletowego ziemniaka Ube, który często jest składnikiem deserów, ale bywa też serwowany osobno, z boku talerza, jako dodatek. Mocno gęsty, słodki jak ulepek, ale z wyczuwalną nutą gotowanego ziemniaka – ten dżem przemawia do mojej Poznańskiej duszy, która ubóstwia wszystko, co z ziemniaków.

Owoce

Soczyste mango, malutkie słodkie banany, guawa, papaja, ananasy… Znajdziecie tu wszystko czego dusza zapragnie. Osobiście jestem wielką fanką mango i ich się tu trzymam 🙂

 

Deserów na Filipinach jest od groma – każda prowincja ma swoje smaki i przepisy, do tego pojawia się mnóstwo kawiarni które tworzą kuchnię fusion albo wymyślają własne przepisy. Myślę że pełna lista tego rodzaju pyszności zajęłaby z 1000 stron 🙂 Mam przez to motywację, żeby kosztować ich każdego dnia, póki tu jestem!

 

 

Reklamy