Powiem szczerze: Indonezja to kraj, do którego wyjazd odwlekam od lat. Niby to najbliższy sąsiad Malezji, ale jakoś przez 5 lat pobytu jeszcze nie odwiedziłam tam ani jednego miejsca. Mimo, że wszystko sprzyja odwiedzinom: bilety są tanie jak barszcz (do Jakarty można polecieć za mniej niż RM100 – 100zł), a większość moich znajomych już była w Indonezji i mam jakieś pojęcie o tym, czego można się spodziewać .

Mam jednak sporo wymagań: nie chcę jechać do Jakarty, na Bali, Gili czy Lombok. Chcę zobaczyć prawdziwe życie, a nie komercyjne ośrodki, i najlepiej żeby pojechał ze mną jeden z Indonezyjskich znajomych. W każdym razie, koniec końców, jeszcze mnie tam nie było.

Uwaga: to nie jest typowy przewodnik

Dlatego też mając w rękach książkę „Indonezja: Po Drugiej Stronie Raju” Anny Jaklewicz, nawet zanim zaczęłam czytanie, poczułam świetne poczucie pewnego rodzaju połączenia z autorką. W jej krótkiej biografii mówi ona: „[Anna]  Nie liczy stempli w paszporcie, zazwyczaj wyjeżdża na dłużej. W Sudanie spędziła ponad pół roku, w Egipcie rok, w Chinach prawie dwa lata, tyle samo w Indonezji.” Od początku wydawało mi się, że mamy podobne podejście do podróży (mieszkałam pół roku w Turcji, pół roku w Indiach i już 5 lat w Malezji) – i tym bardziej ciekawa byłam samej książki.

To nie jest przewodnik. Nie znajdziecie tu „ochów i achów” na temat plaż na Bali czy smacznego jedzenia w warungach. Zamiast tego, czytelnik dostaje opis prawdziwego życia w jednym z mniej znanych rejonów Indonezji – na Wyspach Korzennych. 

„Indonezja: Po Drugiej Stronie Raju”, wyd. Bezdroża

5 rodziałów, 5 unikalnych historii

Koncept jest prosty: 5 rozdziałów, każdy z nich to osobny reportaż o innej kulturze lub regionie owych wysp. Wszystko okraszone pięknymi zdjęciami. Chociaż nie wiem, czy słowo „piękne” tu pasuje: zobaczycie m.in. transseksualnych szamanów w ich codziennych strojach, rytualny ubój bawołów w wiosce w Tana Toraja oraz skutki połowu ryb przy użyciu bomb. Zdjęcia są czasem szokujące, czasem zadziwiające, a czasem po prostu ciekawe w swych. Grafikę ogląda się świetnie – książka jest wydrukowana na naprawdę dobrej jakości papierze kredowym.

Autorka podróżuje po wyspach, wioskach, bazarach… Zabiera czytelników na rytualną ceremonię pogrzebową, na święto w którym szamani budzą „Święty Pług” ale i na pływającą wioskę, na którą żyją „wodni cyganie” (swoją drogą takie plemię spotkacie też w Malezji: Plemię Meh Mari).

Rozkład reportaży w książce:

„Piąta Płeć” – opowieść o androgenicznych szamanach, ich życiu które dzielą między duchowością i przyziemnym życiem codziennym. Mój ulubiony rozdział, pokazujący jak islam koegzystuje z lokalnymi starymi wierzeniami.

„Morscy Cyganie” – wiedzieliście, że większość połowów ryb w rejonie Wysp Korzennych odbywa się za pomocą domowo skonstruowanych bomb i cyjanku potasu? Autorka wsiada na łódź wraz z lokalnymi rybakami i towarzyszy im w tym nie do końca etycznym procederze.

„Wyspy Korzenne” – zderzenie kolonialnej przeszłości wysp z teraźniejszością. Ciekawe spojrzenie na historię uprawy i handlu najsłynniejszej przyprawy w tym rejonie – gałki muszkatołowej.

„Śmierć w Tana Toraja” – o tym być może już słyszeliście. Rejon ten słynie z ogromnych, pełnych przepychu pogrzebów, a także trumien które chowane są w jaskiniach. Swego czasu po internecie rozniosły się zdjęcia z ceremonii, wykonywanej gdy po kilku latach po śmierci członka rodziny wyciąga się jego ciało z trumny, przebiera, czyści, klika zdjęcia telefonem (selfie!) i chowa z powrotem.

„Ludzie Lasu” – autorka odwiedza rdzennych mieszkańców lasów deszczowych, którzy borykają się ze zmianami środowiska (wypalanie lasów deszczowych) i kontaktem ze współczesną cywilizacją.

„Indonezja: Po Drugiej Stronie Raju” to niecodzienna lektura. Książka wciągnęła mnie od samego początku i pochłonęłam ją w 1 dzień. Mogę szczerze ją wam polecić – zwłaszcza jeśli w waszych podróżach szukacie głębszego zrozumienia kultury niż tylko geograficzno-kulturowej notki w Lonely Planet.

 

Dziękuję wydawnictwu Bezdroża za udostępnienie mi książki do recenzji. Wszystkie opinie są wyłącznie moje.

 

Advertisements