Po powrocie z wakacji w Polsce zaczęłam sporo rozmyślać nad społeczeństwem malezyjskim, zachowaniami lokalsów i całą kulturową otoczką, w którą nurkuję codziennie, wychodząc z domu. Trochę tego jest – i na pewno przebywając nawet 1 czy 2 dni w Malezji mieliście okazję spotkać mieszkańców i sami się przekonać, że pewnych zachowań Malezyjczyków nie da się przewidzieć – trzeba się po prostu do nich przyzwyczaić. 

Uwielbiam moich lokalnych znajomych właśnie za te ich „azjatyckie” zachowania, nawet jeśli czasem są nieco drażniące. Nie są to może Chiny, gdzie spluwa się co chwilę na chodnik, nie jest to Japonia ze swoją kompletnie oderwaną od reszty świata kulturą i nie jest to Tajlandia gdzie zawsze i wszędzie każdy będzie się do Was uśmiechał. 

Popełniłam już wcześniej wpis o tym „Jak być Malezyjczykiem” , ale stwierdziłam, że warto trochę go rozwinąć, żeby dać wam lepszy ogląd na to, na co możecie się natknąć każdego dnia na ulicy choćby w Kuala Lumpur. 

1. Uprzejmość zawsze i wszędzie

Sami to zauważycie, np. gdy szukacie drobnych w portfelu przez 5 minut, bo wszystkie monety wyglądają tak samo, a mimo blokowania kolejki do kasy, nikt was nie pogoni. Jeśli źle wymówicie słowo w języku malajskim (bahasa malaysia), raczej nikt was nie poprawi. Bardzo silna jest kultura „twarzy” której nie można „stracić” w oczach innych. Poprzez nie wytykanie innym błędów albo potknięć, Malezyjczycy starają się uchronić Was przed tym straszliwym „straceniem twarzy”, które jest najgorszą sytuacją jaką mogą sobie wyobrazić.

10409333_10203996222815586_1410723399586146618_n

2. „Lah” i akcent Malezyjski

„Lah”, czyli jakby poznańskie „Tey”. Do tego bardzo uproszczona angielska gramatyka i sporo naleciałości z mandaryńskiego i hokkien (odmiana chińskiego). I już mówicie jak Malezyjczyk!

use-to-much-lah

3. „Ręka Boga” 

Prosta sprawa – jeśli chcecie przejść przez ulicę, wystarczy wyciągnąć ramię z wyprostowaną na sztorc dłonią i spróbować złapać kontakt z nadjeżdżającym kierowcą. Jeśli macie szczęście, trochę zwolni, albo postara się Was wyminąć. Jeśli nie wykorzystacie „ręki Boga”, kierowcy, udając że Was nie widzą, prawdopodobnie Was rozjadą. „Reka Boga” działa również idealnie jeśli wjeżdżacie samochodem do budynku, który ma ochronę, albo po prostu do niego wchodzcie. Wystarczy zastosować „rękę Boga” do ochroniarzy, a oni uwierzą, że jesteście mieszkańcem owego budynku i wpuszczą Was bez pytania. Dlaczego? Nie mam pojęcia, ale to działa!

4. Ciotki i wujkowie

W Malezji nie wykorzystuje się imion w przestrzeni publicznej. Każda osoba pracująca w uslugach jest „szefem” (boss), zarówno recepcjonista w hotelu, jak i pan parkingowy, kelner czy pan pobierający pieniądze za wejście do toalety publicznej. Każda starsza osoba to ciotka (auntie) czy wujek (uncle), nawet jeśli nie jest on z Wami kompletnie spokrewniony i widzicie go pierwszy raz w życiu. 

5. Międzynarodowa telewizja

Co oglądają Malezyjczycy? Malezyjskie seriale? Pudło! Najbardziej na topie są południowokoreańskie opery mydlane, seriale akcji w Hong Kongu i rodzinne historie z Chin. Do tego amerykańskie reality shows, brytyjskie seriale („Sherlock” chociażby) i filipińskie musicale. Każdy nastolatek w gronie swoich ulubionych gwiazd ma zarówno aktorów z USA, jak i z Hong Kongu, Tajwanu czy Indii. Włączcie sobie telewizor i sami sprawdźcie – zwykle mają angielskie napisy 🙂

6. „Gumowy czas”

Do tego nigdy się chyba nie przyzwyczaję. Azjaci pojmują czas jako niekończące się, rozciągliwe dobro, coś jak bardzo długi kawałek gumy, który można naciągnąć. W Europie czas jest dokładnie policzalnym dobrem, konkretnym odcinkiem drewna, które można uciąć i dokładnie zmierzyć, ale nie da się go rozciągnąć. Dlatego też w Malezji punktualność jest bardzo umowną sprawą – nawet spotkania biznesowe bywają opóźnione o godzinę i jest to zupełnie normalne. Przecież nikomu nic się nie stanie, jeśli czas nieco się „rozciągnie”, prawda?

7. Food trips

Nie spotkałam się jeszcze w żadnym innym kraju z tak daleko idącą miłością do jedzenia jak w Malezji. Przykład (jeden z wielu, których doświadczyłam na własnej skórze) : jeśli macie ochotę na najlepsze satay’e (grillowane szaszłyki), nie idziecie po prostu do restauracji w okolicy. Bierzecie samochód i jedziecie 1,5 godziny do Melaki, żeby zjeść oryginalne satay celup, które są sławne w całej Malezji. Nie ma półśrodków – jedzenie ma być najlepsze, nawet jeśli wiąże się z całodniową wycieczką. 

Owoc naszej 3-godzinnej wyprawy do Melaki: słynne shake'i kokosowe!
Owoc naszej 3-godzinnej wyprawy do Melaki: słynne shake’i kokosowe!

 

8. Planowanie posiłków

Nie, bynajmniej nie oznacza to, że Malezyjczycy są na ciągłej diecie i liczą kalorie. Wręcz przeciwnie! Kiedy idą spać, wielu z nich myśli już o miejscu, w którym warto zjeść śniadanie. Po śniadaniu rozpoczynają się dyskuje „co by dziś zjeść na obiad”, gdzie grupa znajomych zarzuca się nazwajem linkami z informacjami o najlepszych lokalnych knajpach, albo nowo otwartych kafejkach. A po lunchu następuje popołudniowa herbatka, deser, no i największy problem: co na kolację? Naprawdę, planowanie posiłków traktowane jest w Malezji bardzo poważnie!

 

9. Duma z malezyjskiego jedzenia

Nigdy. Ale to przenigdy. Nigdy nie twierdź, że jadłeś coś dobrego w Singapurze. Rozpoczniesz niekończącą się dyskusję – a właściwie monolog – o tym, jak to jedzenie w Singapurze jest beznadziejne w porównaniu do Malezyjskiego, skopiowane od Malezyjczyków, ale oczywiście niedosmaczone, za mało pikantne i ogólnie beznadziejne. Malezyjczycy traktują jedzenie jako swoją narodową dumę i uwielbiają promować swoje narodowe potrawy za granicą. Nigdy nie komentuj negatywnie lokalnych potraw, możesz tym naprawdę urazić swoich lokalnych znajomych.

 

Te dania zapewne w Singapurze nie smakowałyby już tak dobrze...
Te dania zapewne w Singapurze nie smakowałyby już tak dobrze…

10. Wielojęzyczność

Każdy Malezyjczyk zna płynnie 3 języki. Do tego lokalne konwersacje między przyjaciółmi często zawierają nawet 4 różne języki w 1 zdaniu. Przykład? “Wei macha, you want to makan here or tapau?’ – „Ziom, chcesz zjeść tutaj, czy wziąć na wynos?” zawiera angielski, tamilski, chiński i malajski. I wszyscy wszystko rozumieją 🙂

 

Reklamy