W wieku 23 lat stwierdziłam, że chcę coś zmienić w życiu i znalazłam sobie 9-miesięczny staż w Malezji, więc wzięłam dziekankę i tymczasowo opuściłam moje studia magisterskie, które zresztą śmiertelnie mnie nudziły i wydawały się stratą czasu. (po roku zostawiłam studia już całkowicie)

Ostatnio ktoś zapytał mnie: „A po co wogóle wyjeżdżać do pracy za granicę? W Polsce jest ciężko ale jeśli ma się doświadczenie, to można zawsze znaleźć robotę. Po co się męczyć w Azji?”

No właśnie, czy warto wyjechać do pracy do Malezji, rzucić studia, zostawić rodzinę 10 000 km za sobą?

Moja odpowiedź to: zdecydowanie tak. Ale pod kilkoma warunkami.

  • twoją motywacją do wyjazdu nie jest zła sytuacja lub ilość problemów w Polsce. Jeśli będąc w domu rzeczy idą źle, nie po twojej myśli, nie możesz znaleźć pracy – i myślisz, że wyjazd za granicę temu zaradzi – mylisz się! Za granicą pojawi się multum nowych problemów, których nawet sobie nie wyobrażasz, i często nie masz na nie wogóle wpływu. Aby wyjechać za granicę uporządkuj najpierw swoją sytuację w Polsce i jedź po to, aby ją polepszyć i się rozwinąć. Pozytywne nastawienie to podstawa.
  • znasz w stopniu płynnym język obcy (min. angielski, najlepiej więcej języków) i NIE jest to znajomość teoretyczna, tylko praktyczna. Nie poradzisz sobie jeśli zadzwoni do ciebie ktoś z banku zagranicznego i postara się ustalić dane do przelewu, a potem przełumaczy cały proces? Zostań w domu. Nie ogarniesz wizyty w biurze administracji publicznej, lub napisania zeznania podatkowego po angielsku? Ogarnij język obcy i przełóż wyjazd na później.
  • Masz doświadczenie na praktykach, stażach itp. i potrafisz konkretnie powiedzieć czego się nauczyłeś i co potrafisz zrobić, używając numerów i wyników, a nie tylko ogólnych stwierdzeń.
  • Znasz swoją wartość i masz pewność siebie! Za granicą pracodawca zwykle musi zapłacić za twoją wizę + często ustalony jest minimalny poziom płac dla obcokrajowców, wcale nie taki niski. Musisz umieć wytłumaczyć, dlaczego pracodawca powinien wybrać ciebie, a nie dużo tańszego lokalnego pracownika. I musisz być w tym przekonujący.
  • Ogarniasz umiejętność mieszkania samemu, prania, gotowania + jesteś tolerancyjny i szybko adaptujesz się do nowych warunków życia. Na początku nie można być wybrednym i zwykle wynajmując pokój trafia się do mieszkania z przypadkowymi współlokatorami: chińczykami, muzułmanami, kimkolwiek. Jeśli masz rasistowskie lub stereotypowe nastawienie, zostań w Polsce.

W Azji nie ma wysokiego bezrobocia – obecnie wygląda to jak Polska 15 lat temu. Ale czy oznacza to, że praca leży na ulicy? Zdcydowanie nie! Trzeba się postarać, zacisnąć pośladki i ciężko pracować oraz rozwijać sieć kontaktów. 

Osobiście przyjeżdżając do Azji miałam w resume biznesowy angielski, nieukończoną magisterkę, mnóstwo staży zagranicznych i wielką pewność siebie. Szukałam pracy już dwukrotnie, za każdym razem dostałam bardzo fajną pracę na kontrakcie już po miesiącu. Da się! I warto!

A oto moja lista rzeczy które zawdzięczam mieszkaniu za granicą, i których nie miałabym/nie doświadczyłabym w Polsce. Dokładnie 8.

1) Wspaniała pogoda

Przez cały rok jest 30 stopni, czasem pada. I to tyle! Żadnych swetrów, długich spodni (właściwie żadnych spodni – ja noszę sukienki codziennie) i szalików.

Standardowe ciuchy - przez cały rok!
Standardowe ciuchy – przez cały rok!
Na grillu u znajomych, Kuala Lumpur
Na grillu u znajomych, Kuala Lumpur

2) Nie ma narzekania

Generalnie dopiero w Azji można zauważyć jak silnie pogoda wpływa na zachowanie ludzi. Tutaj się po prostu nie narzeka! Ludzie na ulicy się uśmiechają i nie jest to jakiś podejrzany uśmiech playboya, ale po prostu zupełnie naturalna sprawa. Rozmawia się o jedzeniu, planach na weekend i ostatnio o zaginionym samolocie – ale nie ma zwykle tematów politycznych i zrzucania winy za całe zło na rząd/premiera/Unię Europejską itp. Jest za to więcej rzeczowych rozmów o gospodarce.

O tym, jak wygląda konwersacja przy świątecznym stole w Malezji: TUTAJ.

Przy rodzinnym stole w Malezji nie ma dyskusji politycznych i narzekania. Jest za to dużo pysznego jedzenia!
Przy rodzinnym stole w Malezji nie ma dyskusji politycznych i narzekania. Jest za to dużo pysznego jedzenia!

3) Można zbudować życie od nowa.

Dokładnie w takim kształcie jaki sobie wymarzymy.

Chcesz mieć różową sypialnię, w kuchni pustą lodówkę a szafce tylko herbatę? Na stole terrarium z wężem, na ścianie plakat z indyjskim bogiem a w oknach zawieszone chińskie rybki na szczęście? Ja chciałam i mam. (no, poza wężem, który akurat nie należy do mnie, ale go toleruję). I jestem całkowicie zadowolona. Spotykam się z kim chcę i kiedy chcę, nie jestem zmuszana do bycia gdzieś „bo tak wypada” albo do zrobienia czegoś „bo powinnam”. Półtora roku temu zaczęłam od zera, bez znajomych i rodziny, i wypracowałam sobie powoli świetną grupę przyjaciół, mnóstwo znajomych i „markę” dzięki której praktycznie codziennie na ulicy podchodzi do mnie malezyjski student który kiedyś miał okazję być na którymś z moich szkoleń, i zagaja co tam u mnie.

Przez cały zeszły rok praktycznie nie spotkałam się z Polakami. Mój polski ograniczył się do rozmów na skype z rodziną ale jakoś mi nie spieszno do słuchania soczystego „kurwa” na ulicy. W tym roku chętnie pomagam przyjezdnym i turystom, ale to dlatego, że sama zaczęłam już tęsknić do przebywania z rodakami, a Polonia w Malezji to zaledwie 100 osób. Do tego osoby przyjeżdżające do Malezji to zwykle pozytywne, otwarte osoby, a nie narzekacze.

Czy to samolubne? Trochę. Ale jeśli chcecie mieć życie w 100% stworzone przez was, a nie przez rodzinę czy znajomych – wyjazd na drugi koniec świata to dość proste rozwiązanie.

Ze studentami na jednej z konferencji na której miałam przyjemność być trenerem. Wszyscy już wiedzą, jak wygląda polska flaga :)
Ze studentami na jednej z konferencji na której miałam przyjemność być trenerem. Wszyscy już wiedzą, jak wygląda polska flaga 🙂

4) Poznaje się siebie oraz własne granice i ograniczenia

Trochę oczywistość, ale bardzo widoczna podczas samodzielnego życia na drugim końcu świata. Wiem, jakie jest moje minimum potrzebne mi do przeżycia, gdzy w okolicy nie ma chleba, sera i polskich produktów z Biedronki, a owoce na targu są na tyle dziwne, że wygladają bardziej na jaja dinozaura niż jabłka. Wiem, że nie potrzebuję łóżka by się wyspać (śpię na materacu na podłodze, bez ramy łóżka) i że telewizor jest mi kompletnie niepotrzebny. Wiem, że więcej radości niż kupienie nowej sukienki sprawia mi wyprawa do sierocińca słoni. I że ludzie czasem wykorzystują innych wyłącznie za względu na różnice w kolorze skóry. Wiem, że niegdy nie powinnam nikomu ufać w 100% i że jeśli coś się nagle rozwali lub nie wypali, najgorszą rzeczą jaką można zrobić to panikować lub wdać się w dyskusję.

Ostatnio doszłam też do wniosku, że im dlużej przebywam za granicą, tym bardziej jestem zadowolona i dumna z mojego pochodzenia. Uwielbiam to, że przez mój wygląd zawsze się wyróżniam, co też prowokuje pytania i dyskusje o Polsce. Sprawia mi ogromną przyjemność opowiadanie Malezyjczykom o Polsce i naszym społeczeństwie – zarówno o dobrych, jak i złych stronach. Nie wyobrażam sobie Wielkanocy czy Świąt Bożego Narodzenia bez polskich potraw i bliskich mi osób przy stole (nawet jeśli oznacza to długą wyprawę do 10 supermarketów w poszukiwaniu mielonego maku i wzięcie dodatkowego dnia wolnego w wybitnie ważnym dniu dla firmy). Tradycja to tradycja.

O obchodach Bożego Narodzenia w Malezji czytaj TUTAJ.

Tegoroczne Boże Narodzenie. Na stole pierniczki, pierogi, barszcz i makiełki.
Tegoroczne Boże Narodzenie. Na stole pierniczki, pierogi, barszcz, sernik i makiełki.

5) Język

Kolejna trochę oczywista sprawa. Mówienie po angielsku 24 godziny na dobę oczywiście wykształca pewne nawyki językowe i usprawnia wymowę. Doszłam już do punktu, gdzie myślę i śnię po angielsku (chociaż to nieco przerażające jest akurat).

Zdjęcie z tego tygodnia - nasze zielone obchody dnia św. Patryka w biurze
Zdjęcie z tego tygodnia – nasze zielone obchody dnia św. Patryka w biurze

6) Rozwój kariery

W Malezji i generalnie w Azji z rynkiem pracy naprawdę nie jest źle. Porównałabym to do sytuacji w Polsce jakieś 10-15 lat temu. Absolwenci (po licencjacie, mało kto robi magistra) bez doświadczenia zawodowego – ba! Nawet bez staży, dostają od razu po studiach pracę na etacie. Darmowych praktyk właściwie nie ma.

Do tego ogromna penetracja rynku pod zwględem internetu mobilnego i gadżetów elektroniczych jest naprawdę widoczna i zdecydowanie wpływa na gospodarkę – powstaje mnóstwo startupów, firm IT i high-tech.

Na przykładzie mojej firmy: skupiamy się wyłącznie na nowinkach jeśli chodzi o wykorzystywane przez nas aplikacje i technologie. Współpracujemy z Google i Yahoo, używamy technologii dostępnych właściwie wyłącznie w USA -które jednak udostępniane są też nam, jako pionierom w Azji. Firmy w Chinach czy Hong Kongu pracują na podobnej zasadzie, wykorzystując nowe aplikacje i programy jeszcze zanim staną się powszechnie dostępne .

Nie pracujemy od 9 do 5 – zwykły dzień pracy to ok 12 godzin, do tego dodatkowe raporty do zrobienia w domu. Pracujemy wydajnie i szybko.

Zdecydowanie widać już na rynku pracy nastawienie Generacji Y – pracuje się w danej firmie dla doświadczenia i wiedzy. W momencie, w którym rozwój osobisty zwalnia lub zatrzymuje się, szuka się nowej pracy. Poza sektorem rządowym nie ma „posadek do końca życia”, pracy w stylu „będę udawał że pracuję ale przesiedzę na Fejsbuniu cały dzień” itp. Praca oparta jest na rezultatach i zyskach, Azjaci są na nich bardzo skupieni – do stopnia gdy pierwiastek „ludzki” schodzi na drugi plan.

Dla młodych ludzi to świetna okazja do rozwoju. Wiadomo, że będzie ciężko – ale jeśli nie teraz, to kiedy?

Przygotowania do konferencji, ostatnie szlify
Przygotowania do konferencji, ostatnie szlify

7) Różnorodność i zmiany każdego dnia

W każdym tego słowa znaczeniu. Pan Malaj podaje mi gazetę na ulicy, pan Indus w turbanie kieruje taksówką którą wracam do domu, a uśmiechnięta Pani Chinka podaje mi w knajpie gorący talerz pełen zupy z kluskami i pierożkami. W biurze na codzień pracuję z ludźmi z 10 krajów.

Najtrudniejszym problemem każdego dnia jest wybór miejsca na kolację – kuchnia japońska, malajska, chińska, indonezyjska czy niemiecka? Albo może knajpka fusion? (swoją drogą: #1stworldproblems )

Przy moim przystanku autobusowym koło firmy z dnia na dzień zaczęła się budowa linii metra i postępnuje w zastraszającym tempie. Przy drogach (niestety) zamiast dżungli widać coraz więcej biurowców i apartamentowców.

Co tydzień witamy w firmie nową osobę, conajmniej raz w miesiacu kogoś żegnamy. Jak w „Grze o Tron” – nie można przyzwyczajać się za bardzo do zastanej sytuacji, bo wszystko zmienia się szybko i niespodziewanie.

Więcej o różnorodności w Malezyjskim społeczeństwie i problemach z zachowaniem multikulturowości czytaj TUTAJ.

Z małą Tajką na festynie w Hat Yai.
Z małą Tajką na festynie w Hat Yai.

8) Weekendy

Jednodniowa wycieczka na plantacje herbaty? A może wyprawa na wyspy i nurkowanie z żółwiami? Tylko po to, by w poniedziałek być już spowrotem w biurze przy komputerze. I nie wydając więcej pieniędzy niż za podróż polskim pociągiem z Gdańska do Poznania na weekend.

Wyspa Perhentian, wypadzik na weekend
Wyspa Perhentian, wypadzik na weekend

 

Advertisements