Zostało mi jeszcze w Malezji parę punktów na mojej liście kulturowych rzeczy „do zrobienia”. Są na niej m.in. wesele indyjskie i chińskie, świętowanie chińskiego nowego roku, wizyta w świątecznym „open house”… No i w ten weekend udało mi się odhaczyć z listy numer 2, czyli chińskie wesele.

Znajoma z pracy, Christie, brała ślub w tradycyjny malezyjsko-chiński sposób i w jakiś sposób dotarła do niej informacja, że czekam na możliwość uczestniczenia w takiej ceremonii. Dostałam więc zaproszenie, które momentalnie wprawiło mnie w pozytywny nastrój. Moje pierwsze chińskie wesele!

Uczestniczyłam w uroczystej kolacji, ale postaram się opisać jak przebiegał dzień wesela w przypadku ślubu Christie (zwyczaje różnią się w zależności od regionu i preferencji panny młodej/pana młodego) – podczas wesela pokazano film podsumowujący cały dzień, a mając obok mnie moich znajomych, podpytałam o szczegóły i mam nadzieję, że mniej więcej zrozumiałam cały proces 🙂

Tak więc rano pan młody przyjeżdża razem z drużbą do domu panny młodej. Na wejściu oboje otrzymują do wykonania przeróżne dziwne wyzwania przygotowane przez druhny – takie jak zrobienie 50 pompek, zaśpiewanie piosenki lub zjedzenie kanapki z czymś ochydnym w środku – np. mieszanką wasabi i sosu rybnego z nutellą. Po kilku tego typu zadaniach – pan młody uzyskuje aprobatę aby zobaczyć pannę młodą. Gdy w końcu dociera do jej pokoju, na kolanach ofiarowuje jej pierścionek (nie jestem pewna czy to dodatkowy pierścionek, czy ten sam, który dziewczyna dostała na zaręczyny).

Potem oboje przechodzą do głównego pomieszczenia w domu, gdzie serwują chińską herbatę rodzicom panny młodej, którzy po otrzymaniu napoju dają parze błogosławieństwo. Wtedy cała grupa przenosi się do domu pana młodego, gdzie ceremonia parzenia herbaty jest powtarzana – tym razem dla rodziców drugiej ze stron.

Następnie wszyscy przenoszą się do urzędu stanu cywilnego lub kościoła, a potem na wesele, które wydawane jest w formie kolacji.

To właśnie Christie i jej mąż:

20131228_202838

I tutaj wkraczam ja!

Kolacja odbyła się w klubie golfowym Tropicana w KL. Bardzo ładny budynek, otoczony palmami obwieszonymi światełkami – robił wrażenie.

DSCN0061 DSCN0060

Widać, że nie tylko na mnie – odbywały się tam na raz 4 wesela!

20131228_202007

Sala – przepiękna, klimatyzowana, z nie za bardzo kiczowatymi dekoracjami i stylową muzyką (bez kapeli czy innego dziwnego DJa). Do tego 20 kelnerów biegających między stolikami, obsługującymi kilkuset gości. Spora impreza! Przed wejściem krótkie sprawdzenie rozkładu miejsc i dojścia do stolika – łatwo nie było…

20131228_202828

Wg menu w planach było 9 dań – mnóstwo jedzenia!

20131228_203748

Po uroczystym wejściu pary młodej na salę zaserwowano przekąski – na jeden stół – 10-osobowy, przypadał zawsze jednen wielki talerz jedzenia. Pierwszemu daniu nie dałam rady zrobić zdjęcia, za szybko zniknęło z pola widzenia!

Zupa – z płetwy rekina, z dodatkiem mięsa z kraba. Nigdy wcześniej tego nie jadłam, bo to niestety mega-nieetyczne danie, jako, że rekiny w okolicach Malezji są zagrożone wyginięciem. W przypadku płetwy rekiniej, rybacy łowią je, odcinają płetwę na górze (charakterystyczny wystający ponad wodę trójkąt) i.. wypuszczają rekina z powrotem na wolność. Powoduje to powolną śmierć w cierpieniach, a zwierzę wykrwawia się po paru godzinach. Tym razem jednak, jako że nie miałam wyboru, spróbowałam – głównie dlatego, że jestem pewna że nigdy więcej tego dania nie spróbuję – przynajmniej nie zamówię tego z własnej woli.

20131228_204721 20131228_204608

Zupa była delikatnie rybna, kawałki mięsa krabiego smaczne, ale trochę żylaste. Sama płetwa rekina, a raczej jej wnętrze, wyglądała jak przezroczysta galaretka, bez specjalnie wyraźnego smaku. Do tego był też makaron typu „glass noodles”, który tworzył większą masę w zupie. W sumie – bez zachwytu, w dodatku mam strasznego kaca moralnego, że w ogóle tego spróbowałam.

Kolejne danie – ryba – red snapper, zrobiona na parze, obsypana mieszanką imbiru, czosnku i ziół. Smaczne, bardzo delikatne mięso rybie, niestety ze sporą ilością ości. No i każda ryba z imbirem jest pyszna!

20131228_205828 20131228_210131

W międzyczasie na chwilę z sali zniknęła panna młoda, aby po drugim daniu pojawić się na sali ponownie – w kolejnej kreacji, którą była tradycyjna chińska suknia. Wcześniej miała na sobie białą suknię w stylu „zachodnim”. Tradycja mówi, że na weselu panna młoda powinna mieć przynajmniej dwie suknie.

Tutaj ja z Christie w nowej sukni:

DSCN0041

Po wejściu panny młodej zaserwowano kolejne danie – kurczaka i wieprzowinę z rusztu, z chipsami krewetkowymi i sałatką. Dobre, ale nic szczególnego. Do tego kelnerzy co chwilę dolewali do szklanek i kieliszków chińską herbatę i wino, idealnie komponujące się z jedzeniem.

20131228_211335

Zaraz potem przyszedł czas na toasty. Na scenę zaproszono parę młodą wraz z najbliższą rodziną, po czym prowadzący/wodzirej podpytywał młodych o to, gdzie się poznali, żartował z nich i zachęcił do pocałunku (co zresztą zrobili, inaczej niż na weselu Malajskim). Następnie para młoda nalała szampana do stojących na stole kieliszków. Chwilę potem wszyscy stojący na scenie zaczęli krzyczeć „Yung sing”, czyli „Na zdrowie” (dosł. tłum. wypij i wygrywaj). Brat panny młodej zdecydowanie ledwo trzymał się na nogach, no i wykrzykiwał toasty najgłośniej ze wszystkich 🙂

20131228_212237 20131228_212046

Kolejne danie – krewetki w dobrym sosie, niestety nie obrane. Ze sztućców podano tylko pałeczki i chińskie łyżki, obieranie krewetek było więc niezłym wyzwaniem. Wysiłek się zdecydowanie opłacił – smakowały wspaniale.

20131228_213252

Dopiero co rozbroiłam krewetkę, a na stół wjechał kolejny talerz – tym razem ze smażonymi organami ryby – mówię tu o rybnych flakach, podanych z chińskimi grzybami i brokułami. Nie skupiając się na pochodzeniu ryby, w sumie smakowało to całkiem ok i nie śmierdziało. Tylko grzyby trochę twarde.

20131228_215704 20131228_220005

W tym momencie zaczęłam już powoli odpadać i poczułam się naprawdę najedzona – a to nie był jeszcze koniec! Na szczęście czekała nas mała przerwa, jako że rozpoczął się tradycyjny spacer pary młodej po sali. Podchodzili oni do każdego stołu po kolei i wznosili toast ze wszystkimi gośćmi – i tak od stołu do stołu (których było ok 20).

Tak to mniej więcej wyglądało:

20131228_220742 20131228_220752

A tu wreszcie ostatnie danie przed deserem: smażony ryż zawinięty w liście lotosu:

20131228_220835

No i wreszcie deser: zupa z czerwonej fasolki z sago (smaczna, jakby z mleczkiem kokosowym), do tego 2 rodzaje ciastek:

DSCN0034 DSCN0038

Po jedzeniu goście zaczęli się zbierać, i już po około 20 minutach sala była prawie pusta. Przy wyjściu każdy przekazywał jeszcze czerwoną kopertę (angpau) rodzinie młodych i składał gratulacje. Koperta, podpisana imieniem i nazwiskiem, zwyczajowo powinna zawierać 100-150 RM w gotówce – mniej więcej zwrot wartości kosztów kolacji. Poza tym nie ma zwyczaju kupowaniu kwiatów czy prezentów dla młodych.

A tu nasza reprezentacja iMoney, obecna na weselu:

DSCN0030

I kilka zdjęć ogólnych:

DSCN0056 DSCN0054 DSCN0052 DSCN0049 DSCN0046 DSCN0043 DSCN0042 DSCN0040 DSCN0032 DSCN0029

Podsumowując: Wesele chińskie to mnóstwo dobrego jedzenia, nielimitowana ilość alkoholu i toastów oraz mnóstwo dość pijanych gości. Nie ma tańców czy gier, najważniejsze jest jedzenie 🙂

Reklamy