O wschodzie słońca dotarliśmy do Luang Prabang. Pierwsze wrażenie- tu jest zimno! O 6-ej rano po wyjściu z autobusu było może 18 stopni i po raz pierwszy od momentu mojego przyjazdu do Malezji doświadczyłam chłodu.

Na dworcu szybko przeprowadziliśmy negocjacje z rikszarzem (uwaga, oszukują, próbują naciągnąć na zawyżone stawki i nikt nie ma licznika (vel rikszametera),  W końcu jednak osiągnęliśmy porozumienie i razem z 10 innymi osobami i ich plecakami ruszyliśmy w stronę miasta. Riksze w Laosie są inne niż te indyjskie, są to albo motory z doczepioną przyczepką dla 4- osób albo większe maszyny z miejscem dla 10-12 osób. Wszysktie są zadaszone, ale oczywiście bez szyb i okien.

IMG_1739 images

Po drodze udało nam się zaobserwować tradycyjną ceremonię zbierania jedzenia przez mnichów buddyjskich. Codziennie rano wędrują oni całymi grupami przez miasto, trzymając w rękach pozłacane misy na jedzenie (trochę mi się skojarzyły z „rogiem obfitości”). Po drodze mieszkańcy klęczą na chodnikach i wkładają do mis mnichów pożywienie, zwykle ryż i warzywa. Jedzenie zebrane rano musi wystarczyć mnichom na cały dzień i nie mają oni wpływu na to, co otrzymają. Swoją drogą świetny pomysł, tak powinien wyglądać prawdziwy „zakon żebraczy”, a nie jakieś opcje z maybachem itp… W każdym razie – od paru lat część turystów chętnie włącza się w ceremonię ofiarowania jedzenia i wszystko byłoby ok, gdyby nie brak zrozumienia kulturowego. Przybysze z zachodu często zamiast ryżu ofiarowują bowiem czekoladki, batony i chipsy, powodując u mnichów problemy zdrowotne a wręcz narastanie otylości. Władze Luang Prabang bardzo proszą więc (na ulotkach i plakatach) o przemyślane dary.

stock-footage-luang-probang-laos-october-bhuddhist-monks-receiving-daily-food-donations-outside-wat laos33

Ok. 7-ej rano dotarłyśmy do hostelu (polecam – Sysymphone Guest House), gdzie powitała nas przemiła właścicielka, o której wszyscy zwracają się Mama. Wręczyła nam klucz do pokoju, pokazała hostel i zapewniła że woda do picia i banany są darmowe i nielimitowane.

Koszyk z bananami, zawsze pełen:

581854_10200773858098482_590630808_n

Pokój dwuosobowy z klimatyzacją i łazienką z ciepłą wodą kosztował nas 15 RM (w przeliczeniu) na osobę za dobę. Świetna cena, miejsce też naprawdę przyjemne. Co prawda oddalone trochę od centrum, ale w Luang Prabang i tak wszędzie chodzi się piechotą, bo miasteczko duże nie jest, więc nie było to problemem.

Po drugiej stronie ulicy stoi wielka świątynia, łatwo jest się więc odnaleźć.

P1090978 P1090980

Cały dzień spędziłyśmy na zwiedzaniu świątyń, których w Luang Prabang jest mnóstwo. Właśnie dlatego miasto otrzymało status zabytku UNESCO. Nie pojedyncze świątynie, ale właśnie całe miasto! Do większości świątyń wstęp jest płatny 20 000 Kip, godziny otwarcia: 9-12, 14-16. Nie polecam wpychania się do świątyń po godzinach otwarcia, jest to czas dla mnichów na modlitwę i trzeba to uszanować.

P1090826

P1090981 P1090984 P1090987 P1090992 P1090996 P1100014 P1100016

Na obiad- smażony ryż i kolejna porcja świeżych soków owocowych, tym razem z arbuza, a także najlepsze smażone kluski, jakie do tej pory jadłam, ze świeżymi warzywami i kiełkami (knajpka Mango Tree):

487843_10200773804777149_239708442_n

P1090825

A tu przepływająca przez miasto rzeka Mekong, tym razem nie wyschnięta, jak to było w Vientiane:

549840_10200773959941028_235369820_n 531587_10200773855018405_113518785_n 488035_10200773855298412_1680653454_n 487501_10200773958740998_1167406059_n

Nad rzeką można znaleźć mnóstwo świetnych knajpek z przyjemnym jedzeniem i pięknym widokiem, bez dachu- po prostu kilka stolików i krzeseł ustawionych nad brzegiem rzeki, do tego mała kuchenka i przenośna lodówka z lodem dzięki którym przyrządzane jest jedzenie. Polecam szczególnie we wschodniej części Luang Prabang, miejsca takie jak „Big Tree” i „Tamarind Tree”. (jak sama nazwa wskazuje, knajpki ulokowane pod drzewami)

A najlepiej w takim miejscu zjeść deser, czyli np. ryż gotowany na mleku kokosowym ze świeżym mango:

544336_10200773975341413_972308961_n


Nam-Kham-Cafe_Luang-Prabang
157036_10200773970461291_441967999_n 5955_10200773856898452_2029130787_n 487501_10200773958740998_1167406059_n 488035_10200773855298412_1680653454_n

Podczas spaceru znalazłyśmy zaparkowane przy świątyni takie oto perełki:

482200_10200773872818850_599182453_n 313343_10200773871778824_1940582123_n

I kolejne świetne miejsce na obiad, w zasadzie jedyna „lokalna” knajpka serwująca tylko jedno danie- zupę z kluskami, za zawrotną cenę 3 RM. Zupa pyszna! Wywar gotowany na mięsie (chyba wieprzowinie), z kluskami i warzywami oraz orzeszkami ziemnymi. Do tego dostaje się talerz z kiełkami i sałatą, które można w dowolnej ilości dorzucać do zupy. Świetna sprawa, mało turystyczne miejsce. W związku z limitowaną liczbą stolików (całe 3!) normalne jest dzielenie się przestrzenią z nieznajomymi. Lokalizacja: wschód Luang Prabang, główna droga, zaraz obok świątyni. Niestety nie byłam w stanie spisać adresu, ale jeśli kiedyś uda wam się odnaleźć miejsce oferujące „Bike to Eat” to znaczy, że jesteście tam gdzie trzeba.

526693_10200773909339763_260097372_n 5586_10200773905099657_1954187937_n

Muzeum Narodowe w Lunag Prabang – wygląda trochę jak kolejny kompleks świątyń. Jednak największy budynek mieści w sobie nie statuetki Buddy, a wielki złoty powóz używany na królewskich pogrzebach. Wewnątrz budynku, na ścianach, podziwiać można przepiękne mozaiki przedstawiające sceny z życia dworu królewskiego. Przepiękne! Wstęp 20 000 Kip,

1899_10200773957940978_299423276_n P1090834 P1090829 P1090826 5487_10200773912419840_1997933988_n 531638_10200773916379939_942498383_n 542769_10200773807897227_550342949_n 554995_10200773915619920_1298885996_n

Do głównego budynku muzeum nie można wnosić aparatów, nie byłam więc w stanie robić zdjęć. Muzeum to właściwie dawny pałac królewski, można w nim zobaczyć salę koronacyjną ale też prywatne komnaty króla i królowej. Wielkie wrażenie zrobiły na mnie maski używane do tańca i przedstawień tanecznych – bardzo szczegółowe i kolorowe, a w dodatku wyglądające na bardzo ciężkie – jak ci tancerze mogli je nosić?

F0098C4-11C6-459B-A175-374B893E7

W ostatniej sali muzeum wystawione są dary od zaprzyjażnionych krajów – w większości Wietnamu, Chin, Tajlandii. Ale jest też dar z Polski – replika Szczerbca, na oko z lat 70-80. Miły akcent.

Nasz drugi dzień w Luang Prabang postanowiłyśmy spędzić w bardziej zorganizowany sposób i wykupiłyśmy wycieczkę całodniową – polecam tą opcję jeśli tak jak my macie mało czasu a chcecie zobaczyć jak najwięcej.

A tu kolacja, kupiona od pani która rozstawiła grill przy drodze i na życzenie przyrządzała wybrane delikatesy, w naszym przypadku grzyby, szczypce krabowe, kiełbaski i kurczaka. Wszystko posypane ostrymi przyprawami. Pali, ale pyszne! Do tego lokalne, laotańskie piweczko:

599233_10200773856138433_336558884_n 556838_10200773858378489_1634624517_n

Dalsza relacja w następnej notce.

A na koniec tradycyjnie zdjęcia z kategorii „pozostałe fotki z Luang Prabang”:

5955_10200773856898452_2029130787_n 45204_10200773884699147_1764338832_n 45521_10200773801377064_1839197004_n 60410_10200773831417815_445144680_n 72340_10200773868298737_494198556_n 74411_10200773826737698_1110988371_n 301594_10200773843858126_1300930212_n 262146_10200773807657221_1672466276_n 384134_10200773834737898_1684192648_n 418865_10200773873538868_666837132_n 426438_10200773839218010_639223710_n 485907_10200773862418590_1291736996_n 429580_10200773893859376_1508120991_n 429739_10200773949740773_894755715_n 479828_10200773812217335_1728518385_n 481318_10200773963141108_266865794_n 486579_10200773834697897_672448043_n 522517_10200773822537593_845225906_n 544139_10200773832017830_2105900869_n 576626_10200773976261436_2081273265_n 555054_10200773841538068_838533983_n 544435_10200773830697797_509472356_n 598975_10200773843058106_1028664182_n 581694_10200773885699172_1303268849_n 577841_10200773979741523_2036504319_n 577196_10200773866018680_1068063312_n 734163_10200773969021255_951156738_n 734488_10200773869418765_2030110860_n 734400_10200773890699297_1696167995_n 600396_10200773839538018_1505632111_n