Dzisiaj (dla odmiany) będzie o jedzeniu. A właściwie o produktach spożywczych, które w jakiś sposób zwróciły moją uwagę. Oczywiście codziennie odkrywam nowe, zwariowane potrawy i produkty, więc pewnie później dopiszę drugą część tej notki.

1. Milo

Czyli po prostu napój czekoladowy w proszku. Coś jak nasz Nesquik. Co w tym dziwnego? Otóż najwięcej Milo pije się w.. biurze. Tak, Malezyjczycy są po prostu uzależnieni od kakao! Wynika to z tego, że są przyzwyczajani od maleńkości, że napój kakaowy=pycha=Milo i często już jako dorośli nie piją ani kawy ani herbaty, tylko właśnie napój czekoladowy. Jakkolwiek dziwnie to może zabrzmieć, panie i panowie, formalnie ubrani, pracujacy w banku czy w korporacji najczęściej spotykają się właśnie przy kubku Milo.

Do tego rozwinęło się mnóstwo produktów zawierających Milo: ciasteczka, lody, milo w kartoniku z rurką, a w restauracji lub mamaku można zamówić „milo dinosaur” czyli szklankę kakao posypaną w wierzchu grubo proszkiem kakaowym.

””’

2. Choki choki.

Kolejny smak dzieciństwa dla Malezyjczyków. Tubki z kremem czekoladowym, trochę gęstszym niż nutella. Robi się dziurkę i powoli wysysa zawartość. (w Polsce kiedyś hitem były Czekotubki, nawet nie wiem czy można je jeszcze gdzieś dostać). Choki choki były serwowane jako przekąska na konferencji w której brałam udział w ten weekend i muszę przyznać że trochę się uzależniłam od tych małych słodyczy z misiem na tubce.

3. Kolejny punkt z cyklu: produkty biurowe. Krakersy z serem.

Brzmi normalnie? Nie do końca, jeśli dodam, że ser jest żółty, a całość jest bardzo.. słodka. Zarówno krakers jak i masa serowa są naprawdę cukrowe! Do tego dochodzi zapach i aromat sera. Bardzo dziwne! Ale w pewnym sensie smaczne 🙂

4. Woda.

Kupując butelkowaną wodę gdziekolwiek na świecie można być pewnym, że jest to źródlana, bezpieczna woda. W Malezji niekoniecznie. Tzn woda owszem, jest bezpieczna do picia, natomiast w 70% butelkowana woda to po prostu filtrowana woda z kranu. Jest to zanotowane na butelkach, a cena wody źródlanej jest taka sama jak filtrwanej kranówki, więc nie wczytując się w etykietę nigdy nie wiadomo, jaki typ wody się kupuje. Ale tak jak wspomniałam, woda jest bezpieczna do picia, nigdy nie miałam żadnych problemów.

Z mojej strony zwykle nie kupuję wody, tylko zabieram puste butelki to automatu z wodą ozonowaną czy tam filtrowaną innym sposobem. Po zapłaceniu 20 sen dostaje się 1,5 litra wody. Bardzo dobra sprawa, zwłaszcza że mam taki automat zaraz przy wyjściu z budynku.

Tu akurat maszyna z Tajlandii, nie mogłam znaleźć zdjęcia malezyjskiej.

5. Suszone płaty mięsa barbecue zwane bak kua.

Zwykle jest to wieprzowina lub wołowina. Jest to mięso do którego dodaje się sól, cukier, przyprawy i sos sojowy i suszy w tempraturze 50-60 stopni. Końcowy produkt jest tylko trochę grubszy od kartki papieru i cięty w spore kwadraty. Tak przygotowane mięso można jeść jako przekąskę lub wsadzic do kanapki, którą doprawia się jeszcze sosem i „chicken floss” czyli ocukrzonymi nitkami z suszonego mięsa kurczaka. Najlepsze są świeże kanapki na tzw. nocnym targu (probowałam, smaczne!), ale można tez kupić kawałki bak kua pakowane próżniowo. Podsumowując- w Malezji mięso je się na słodko.

6. Suszone owoce morza.

Można je dostać w każdym sklepie spożywczym. Zwykle stoją tam gdzie chipsy, połowa półki wypełniona jest ziemniaczanymi chipsami a druga połowa suszonymi kalmarami, rybkami, ośmiorniczkami czy nawet.. suszoną meduzą. Większość z nich posypana jest ostrymi przyprawami lub.. tak tak- cukrem. Zdecydowanie nie mój styl. Owoce morza preferuję świeże.

Suszone kalmary:

Suszone kraby (import z Tajwanu):

Suszona meduza:

7. Napój/herbata o smaku serowym.

Tak właśnie. Zauważyłam plakat promujący herbatę serową ostatnio podczas pobytu na dworcu. Myślałam że coś źle przeczytałam, ale potem sprawdziłam jeszcze raz w internecie – napoje z serową pianką są dostępne w punkcie o nazwie Share Tea. Zdecydowanie muszę zbadać ten temat, brzmi to tak abstrakcyjnie że aż chcę spróbować!

8. Kupując świeże owoce na ulicy dostaje się je obrane i pokrojone na kawałki. Do tego pan sprzedawca zawsze usłużnie zapoda.. sól. Kolejna niespodzianka – tak jak w Malezji mięso jest słodzone, tak owoce są.. solone. Dodam że to owoce takie jak mango, ananas, papaja itp. Mimo wszystko wolę owoce bez posypki.

9. Kanapki z żółtym serem vel tosty.

Proste danie. A co zrobić, aby uczynić je bardziej malezyjskim? Oczywiście posypać cukrem! <standard podczas śniadania u mnie w biurze>

10. Smażony durian.

Tak, niestety. Wynaleziono i takie zastosowanie słynnego śmierdziela. Bierze się kawałek, zamacza w cieście typu naleśnikowego i smaży we frytownicy. Malezyjczycy zajadają się tym, a obcokrajowcy…. Cóż, pan sprzedawca durianów w naszej okolicy powiedział tylko, że ostatnio obcokrajowcy po spróbowaniu pierwszego kęsa momentalnie zwymiotowali. Ta informacja chyba wystarczająco obrazuje smak tego przysmaku.

11. Zupa z ptasich gniazd.

Technicznie to wynalazek chiński, ale przyjął się i tu. Gniazda sprowadzane są z Chin i Wietnamu. To specjalny rodzaj delikatnych gniazd, budowanych przez konkretny gatunek ptaków. Trudność w ich zbieraniu polega na tym, że owe gniazda można znaleźć wyłącznie w zimnych i ciemnych jaskiniach, tak więc ich znalezienie wymaga sporo wprawy i fizycznej sprawności. Gniazda są więc bardzo drogie. Chinczycy wierzą jednak że są one bardzo zdrowe więc chyba tym można tłumaczyć ich popularność. Gniazda serwuje się na różne sposoby, np jako napój lub zupę. Przed podaniem należy je podgotować jakiś czas, aby zmiękły. Finalny efekt- przezroczysta żelowa konsystencja w kształcie gniazda, o bardzo delikatnym smaku. Jeszcze nie próbowałam więc nie jestem w stanie dokładnie ocenić.

12. Ciekawostka z KFC.

O tym, że KFC w Malezji serwuje ryż opcjonalnie zamiast frytek, chyba już pisałam. Ostatnio nastała wśród młodych ludzi wielka moda na KFC za sprawą najnowszej kanapki, która składa się wyłącznie z mięsa. Mięso zamiast bułki, w środku i pod spodem. Nie wiem, czy jest to tez dostępne w Polsce… Ale robi wrażenie!

Reklamy