Od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem zebrania w jednej notce ciekawostek które obserwuję każdego dnia w Malezji. Spisuję je na bieżąco na kawałku kartki, więc pewnie za jakiś czas będę musiała ponowić tego typu wpis.

A więc:

-Malajowie są bardzo przesądni

i na każdym kroku spotyka się osoby które twierdzą, że widziały ducha albo ktoś z ich rodziny doświadczył kontaktu z siłami nadprzyrodzonymi. Mocno trzymają się też zabobony – twierdzi się np że kobiety zmarłe w połogu zamieniają się w złe duchy i zamieszkują w konkretnym typie drzewa. Dlatego też wieczorem przy „zaklętych” drzewach kierowcy nigdy nie parkują a piesi unikają przechodzenia okok nich. W dużych miastach tego typu myślenie jest tak samo silne jak w miastach!

Jedno z „nawiedzonych” drzew:

-Drogi.

Są wspaniałe. Cudowne. Szosa w jednym kierunku zwykle składa się z conajmniej 3 pasów (ale często spotyka się też 6 pasów i więcej), równej, płaskiej nawierzchni (w mieście, autostrady bywają nawet szersze). Mimo to w mieście są ogromne korki. Podobno dziennie sprzedaje się w KL 1000 nowych samochodów (jestem w stanie w to uwierzyć, bo tu każdy ma samochód, łącznie ze studentami i starszymi osobami). Na drodze istnieje zasada „przyspieszenia w prawą stronę” – pas po lewej stronie jest dla ciężarówek i autobusów, generalnie dla preferujących wolną jazdę. Środkowy pas jest dla respektujących zasady ruchu drogowego, czyli do 80 km/h, ewentualnie do 100 km/h. Pasy po prawej stronie cechują się średnią prędkością 120/140 km/h. Jeśli wybierze się zły pas i np. jadąc po prawej zwalnia do 100km/h, można zostać brutalnie strąbionym.

Droga niedaleko mojego domu, standardowe 3-4 pasy

Standardowy wygląd dróg w centrum i na obrzeżach miasta:

-W Malezji nie da się być głodnym. Budki z przekąskami i jedzeniem są wszędzie, do tego większość knajpek oferuje darmową dostawę do domu. Koszt jedzenia w knajpkach jest tak niski, że nie opłaca się gotować w domu. Smażony makaron z sosem, krewetkami, kalmarami, warzywami i sostem orzeszkowym razem z sokiem jabłkowym (świeżo wyciśniętym) to koszt 5 RM.

Ćwierć kurczaka z grilla z ryżem i sałatką, polane sosem pomidorowym to też 5 RM. Tyle dobra w takiej cenie! W Polsce za tyle nawet zapiekanki się nie dostanie!

Ale jeśli jest się na kompletnym wykończeniu gotówki i nie ma się nawet na jedzenie, najlepiej udać się do chińskich sklepów z przekąskami i czekoladą. Wszystkie produkty są wystawione do degustacji. Począwszy od wafelków, suszonych owoców, czekolady aż po kawę w termosach (kawa o smaku tiramisu, mniam!).

Wszystko gratis, a sprzedawcy nie chodzą za klientem i nie dyszą w kark, więc można w spokoju eksplorować zasoby sklepu.  Właśnie w takim miejscu po raz pierwszy spróbowałam słynnej białej kawy  z Ipoh – biały kolor ziaren uzyskuje się poprzez prażenie w oleju kokosowym. Nawet bez dodawania mleka napar kawowy jest więc bardzo jasny. Ale w smaku nie ma zbytniej różnicy pomiędzy białą a czarną kawą.

-Wszechobecna elektronika!

Tak właśnie, mieszkańcy Malezji sa uzależnieni od laptopów, smartfonów i ipadów. W restauracjach podczas czekania na posiłek rodzice dają dzieciom ipady do zabawy. Na dworcu autobusowym w Kuala Besut „babcia klozetowa” spędzała czas słuchając muzyki z youtube na laptopie (babcia ok. 70 lat). Będąc w chińskich świątyniach w Penang byłam jedyną osobą robiącą zdjęcia aparatem- wszyscy klikali ipadami (niewygodne?). W knajpkach, nawet tych zewnętrznych, tzn. kilku słupkach przykrytych brezentem, jest darmowe Wi-fi dla klientów. Trzeba jednak wcześniej naładować laptopa, bo o ile internet jest gratis, użycie gniazdka do zasilacza jest często płatne.

-Nóż.

Jak ja za nim tęsknię! Malajowie zdecydowanie nie doceniają potęgi noża i kompletnie go ignorują. Je się za pomocą łyżki i widelca, przy czym łyżka jest najważniejsza, służy do nakładania jedzenia, a widelec tylko przytrzymuje lub nawija jedzenie na łyżkę. Jeszcze ani razu nie spotkałam się z nożem w restauracji, w domu też mamy tylko łyżki i pałeczki. Najbardziej tradycyjnie je się rękoma. Ale nawet jeśli w knajpce standardem jest jedzenie bez sztućców, można o nie poprosić i zawsze je przyniosą.

-O komunikacji miejskiej była już osobna notka,

dodam tylko: KL nie ma komunikacji miejskiej w nocy. Wszystko zatrzymuje się o 23.00. Więc po tej godzinie jest się zdanym wyłącznie na taksówki, które w nocy kasują podwójnie, a czasem i potrójnie. Czasem, jeśli jest jakieś ważne wydarzenie w mieście rano – np parada z okazji święta niepodległości, ludzie jadą do miasta wieczorem i czekają w nocy w mieście, spacerując i jedząc przekąski.

-Jako że islam jest najpopularniejszą religią w Malezji,

standardem jest min. 1 przerwa na modlitwę dziennie. Jest to praktykowane również w urzędach państwowych – równo o 13.00 wszystkie okienka są zamykane na 30 min-1 godz. Doświadczyłam tego w Urzędzie Imigracyjnym, kiedy po 4 godzinach czekania już prawie była moja kolej, ale akurat przypadła przerwa na modlitwę. Ech. W naszym biurze jedna z dziewczyn codziennie koło 13 znika na chwilę w łazience, żeby się obmyć, a potem rozkłada dywanik do modlitw w salce konferencyjnej.

-Miałam ostatnio okazję potrzymać honey jackfruit.

Naprawdę spory owoc (ale akurat ten nie był wielki, raczej średni). Jak mówią anglicy, „A fruit a day keeps a doctor away”. Jak myślicie, czy taki owoc liczy się jako 1 z 5 dziennych porcji owoców?

Więcej informacji w kolejnej notce.

Z informacji ogólnych dodam, że w weekend byłam w ZOO, które jest dość spore i oprócz standardowych zwierząt ma też „Sawanna walk” czyli ścieżkę afrykańską, po której biegają antylopy, motylarnię z największym motylem na świecie (motyle latają i siadają na ludziach, tego dużego można się nieźle wystraszyć), pokaz zwierząt w amfiteatrze- z foką grającą w koszykówkę, papugą kradnącą banknoty i misio-małpą chodzącą po linie. Jest tam też duże akwarium (są rekiny!), domek dla pingwinów i budynek gadów z krokodylami, wężami i wielkimi żółwiami (ponad 2 m wielkości! Ale to akurat płazy). Zdjęcia wrzucę może później. Jeśli nie zapomnę, oczywiście.

Reklamy