KL jest miastem bardzo multikulturowym i można tu znaleźć właściwie wszystkie kuchnie z rejonu Azji! Dlatego za każdym razem wybierając się na kolację, napotykaliśmy na ciężki orzech do zgryzienia: jaki typ kuchni wybrać na dziś?

Udało mi się po części rozwiać ten problem, tworząc „food dice” – kostkę do gry zamalowaną na biało, z wypisaną nazwą innej kuchni na każdym boku. Jest 6 opcji, więc po prostu przed wyjściem wybieramy osobę, która kula kostką i przez to wybiera typ kuchni.

Ostatnio Vinnie wylosowała „fusion” i w związku z tym udało nam się zlokalizować niedaleko restaurację koreańską z wpływami malajskimi.

Tak więc, czym charakteryzuje się kuchnia koreańska? Ma renomę najzdrowszej kuchni na świecie, zdrowszej nawet niż japońska. Koreańczycy jedzą dużo warzyw, a mięso raczej podczas specjalnych okazji, i to nie smażone, a grillowane (kurczak, wołowina i wieprzowina).
Na głowne danie zamówiliśmy grillowaną kaczkę, grillowane żeberka i brzuch wieprzowy (nie wiem, jak to przetłumaczyć, bo nie był to bekon).

Do dań głównych podaje się też mnóstwo małych, warzywnych przystawek na mikro-talerzykach. Właśnie przez nie już po chwili nasz stół wyglądał naprawdę wspaniale, musieliśmy włożyć dużo pracy w ustawienie talerzy na stole, bo było ich tyle, że nie chciały się na nim zmieścić! Z ciekawszych przystawek – próbowałam m.in. kawałków surowych owoców (papaja, mango) w majonezie.

Do picia zaserwowano nam koreańską herbatę, zrobioną z ryżu. Smak miała kompletnie inny niż jakakowiek herbata, smakowała bardziej jak napar z ryżu/ziółek niż prawdziwy napój z teiną.

Po chwili przyniesiono świeżo grillowane mięsa, pokrojone na malutkie kawałki. Do tego na stole postawiono spory półmisek z surowymi liśćmi sałaty. Kawałki mięska nakłada się na liść sałaty, dokłada się kawałek surowej cebuli i czosnku i delikatnie polewa sosem. Potem zawija się liść ze wszystkimi składnikami – i już można jeść! Trochę mi to przypominało meksykańską tortillę, z tym że koreańska wersja jest oczywiście zdrowsza.

Logistycznie, koreańskie jedzenie dość trudno jest konsumować. Koreańskie pałeczki są inne niż klasyczne chińskie, zamiast okrągłych są spłaszczone, przez co trudniej się je trzyma i trudniej nimi operować. Nie są też tak wygodne podczas trzymania w rękach. Dlatego mimo moich dobrych chęci, musiałam korzystać z łyżki podczas kolacji.


Po kolacji wybraliśmy się na karaoke. Zawsze chciałam spróbować azjatyckiego karaoke, które do tej pory widziałam tylko na filmach.

Karaoke w Azji jest praktycznie całą branżą usług, bardzo popularną. Są sieciowe kluby karaoke ale też małe prywatne klubiki, więc jest w czym wybierać.

Śpiewanie odbywa się w małych grupach, w zamkniętych prywatnych pokojach, z dźwiękoszczelnymi ścianami. W każdym pokoju jest duży telewizor, urządzenia dotykowe do sterowania kolejnością piosenek i mikrofony. Do tego nielimitowane napoje bezalkoholowe i przekąski (chociaż są też miejsca, które gwarantują w cenie posiłki – można nawet wykupić pakiet 24 godzinny i śpiewać aż do zdarcia gardła!).

Bardzo podoba mi się brak kompleksów co do publicznego śpiewania do mikrofonu. W Polsce żeby zaśpiewać solo do piosenki z „Titanica” zapewne większość osób musiałaby najpierw strzelić sobie po jednym czy dwóch. Tutaj wszyscy po kolei spróbują swoich sił – nieważne, czy jest to rap Eminema czy wysokie dźwięki utworóz Whitney Houston.

Zabawa była świetna, nawet nie zauważyłam upływu czasu i wróciliśmy do domu po 2 w nocy. Warto było!

PS Zostałam uświadomiona, że wszystkie malajskie dziewczyny robią sobie zdjęcia w lustrze w toalecie-  taki trend. I nikt tego nie wyśmiewa 🙂  Tak więc od czasu tego zdjęcia zostałam „lokalsem”.

Advertisements