Pierwszy dzień w nowej pracy! Na początek mała wpadka - poinformowana o obowiązującym dresscodzie "smart casual" postanowiłam włożyć spodnie, top i marynarkę. Okazało się, że "smart casual" dla Malajów oznacza po prostu cokolwiek, byle nie szorty. Mój szef na przykład, powitał mnie w starych znoszonych dżinsach, tshircie i butach typu "crocksy". Cóż, teraz już wiem,… Czytaj dalej Pierwszy dzień w pracy i najbardziej malajskie miejsce na kolację
Kategoria: Kultura
Puste krzesła i palenie pieniędzy
Dzisiaj na przydrożnych słupach zauważyłam kolorowe flagi w kształcie trójkatów z chińskimi napisami. Po informacje zwróciłam się do moich wspaniałych chińskich współlokatorów, którzy jak zwykle mnie nie zawiedli. Odbywa się właśnie kolejne święto, tym razem buddyjskie święto zmarłych. Flagi sa wskazówkami dla zmarłych, którzy w tym dniu wracają na ziemię. Tego dnia też rodziny i społeczności spotykają się i gotują jedzenie.… Czytaj dalej Puste krzesła i palenie pieniędzy
Kiermasz chińskich książek i lody z kopytkami
Dzisiaj udało mi się zrealizować jeden z żelaznych punktów w moim malezyjskim planie: zobaczenie wież Petronas Towers. Sa to drugie najwyższe na świecie bliźniacze wieże. W nocy robią naprawdę piorunujący efekt, migocząc jak zelektryzowane. Udało mi się je zobaczyć w ramach wycieczki na targi książek które odbywają się w Kuala Lumpur Convention Centre (tzw. KLCC- budynek stojący po sąsiedzku do Petronas Towers). Dostałam informację, że jest to coroczne wydarzenie,… Czytaj dalej Kiermasz chińskich książek i lody z kopytkami
Jak śmierdzi durian i dlaczego czasem warto zaufać miejscowym
Po 12 godzinach lotu z lotniska we Frankfurcie - mój samolot wyladował w Kuala Lumpur. Odebrała mnie stamtad przedstawicielka AIESEC, Peisan. Razem z bagażami (23,7 kg! Absolutny rekord świata w minimalistycznym pakowaniu!) przedostałyśmy się najpierw kolejka ekspresowa a potem pociagiem lokalnym na stacje najblizsza mojego nowego miejsca zamieszkania. Niestety potem zrobiło się trochę trudniej bo… Czytaj dalej Jak śmierdzi durian i dlaczego czasem warto zaufać miejscowym

