To już ponad 4 lata – moja mająca być tylko krótką przygodą wyprawa do Malezji przedłużała się w nieskończoność. No i ciągle trwa! Jest coś magicznego w tym kraju, jednocześnie bardzo innego od Europy ale też jednocześnie bardzo łączącego Malezję z Polską (wartości rodzinne, uwielbienie swojej kuchni narodowej…). Oprócz mnie znam kilku Polków którzy po przyjeździe tu świetnie się zaaklimatyzowali i postanowili zostać, nie jestem więc jedyna.

Po tych kilku latach coraz częściej ostatnio słyszę „Zuza, ale ty się Malezyjska/Azjatycka zrobiłaś”. I to jest ciekawe, bo o tym się kompletnie nie myśli, pewne rzeczy wykonuję odruchowo, ale nabyłam je dopiero po przyjeździe. Tak więc tego typu komentarze traktuję jako komplement potwierdzający moją aklimatyzację w Kuala Lumpur.

Zajęło mi to kilka dni, aby spisać niektóre z rzeczy które zmieniłam w swoim zachowaniu po przyjeździe do Malezji – właśnie dlatego, że większość z nich wykonuję lub mówię odruchowo, nie zastanawiając się nad nimi.

1. Tańczysz, przechodząc przez 8-pasmową ulicę pełną pędzących samochodów.

Codziennie pokonuję kilka takich przeszkód, dróg z pędzącymi samochodami które prowadzą kompletnie nieprzewidywalni Malezyjczycy. Samochody nigdy nie zwolnią ani się nie zatrzymając widząc pieszego, trzeba więc wypracować własny „taniec” – skakanie między pasmami drogi, czasem przebieganie, zaczem zwalnianie. Do tego choreografia rąk – wyprostowane ramię z dłonią pokazującą „stop” (kierowcy i tak się nie zatrzymają, ale przynajmniej nie będą uważać, że cię nie widzą).

Na początku bardzo się bałam przechodzić samemu przez ulicę, wydawało mi się to niemożliwe. Ale teraz jestem już kompletnie przyzwyczajona, „taniec” wszedł mi w krew i nawet to lubię, traktuję to jak mój poranny sposób na rozgrzewkę 🙂

Przez taką mniej więcej drogę przebiegam sobie co rano. Przejścia dla pieszych brak.
Przez taką mniej więcej drogę przebiegam sobie co rano. Przejścia dla pieszych brak.

2. Twoje umiejętności gotowania zostają zapomniane i zanikają

Będąc w Polsce sporo gotowałam i nawet to lubiłam. Ale Malezja kompletnie mnie rozleniwiła – jedzenia jest mnóstwo, i jest bardzo tanie. Sprowadza się do tego, że jem „na ulicy” albo w restauracji 3 razy dziennie, 7 dni w tygodniu, i wychodzi mnie to taniej niż gotowanie w domu. No i ta różnorodność! Można spróbować miejsc z jedzeniem koreańskim, japońskim, birmańskim, tajskim – i wszystko w cenach bardzo przyjaznych. Czasem tylko czuję, że mam potrzebę zrobienia czegoś polskiego, bo co jak co, ale najbliższe rodzimym smakom są tylko potrawy z knajpek niemieckich.  Raz na miesiąc robię więc pierogi, albo schabowego z ziemniakami, i to mi wystarcza 🙂

Kilka ostatnich obiadów z tego miesiąca, wszystko poniżej 10zł:

10649606_10202917640254226_4747827279467418507_n 10690084_853233251384255_7877644949452598982_n

10533455_833621046678809_254063061969163125_n

3. W pracy i w życiu prywatnym skupiasz się bardziej na emocjach i odczuciach ludzi wokół ciebie

W Polsce i Europie generalnie chodzi się „do roboty” bardziej niż do pracy. 8 godzin, krótka przerwa na kanapkę, 2 słowa zamienione z kolegami i równo o 5 po południu fajrant. Na pewno nie jest tak wszędzie, ale moje doświadczenie było mniej więcej takie.

W Azji liczy się przyjaźń, otwartość, także w biznesie. Czasem przed rozpoczęciem negocjacji biznesowych trzeba się spotkać 2-3 razy wyłącznie prywatnie, porozmawiać o rodzinie itp. Dopiero po zdobyciu zaufania można przejść do negocjacji.

W Malezji w pracy spędza się sporo czasu, bo w środku dnia jest godzinna przerwa na lunch podczas której wychodzi się razem z kolegami do knajpy. Instytucja „Pana Kanapki” i jedzenie przy komputerze praktycznie nie istnieją, bo czas obiadowy to czas na integrację i odreagowanie stresu. Do tego nadgodziny są praktycznie normą i osobiście nie zdarza mi się być w domu przed 8-9 wieczorem.

Spędzając tyle czasu w biurze, bardzo ważne są relacje, otwartość i dobre samopoczucie. Są wspólne wyjścia do kina, do pubu, na badmintona. Generalnie otwartość odnośnie dzielenia się sprawami prywatnymi jest dość spora, koledzy z pracy czasem wiedzą o prywatnych sprawach człowieka nawet więcej niż jego rodzina.

Tak samo na konferencjach – pod koniec każdego dnia odbywa się sesja, gdzie chętni mogą podzielić się swoimi uczuciami i odczuciami z danego dnia. I nie chodzi o to, czego się nauczyli, ale o to, czy są zadowoleni, czy poznali kogoś kogo bardzo polubili itp.

Ekipa trenerów z jednej z konferencji
Ekipa trenerów z jednej z konferencji
Dzielenie się odczuciami i uczuciami przed taką grupą ludzi? Dla Malezyjczyków to nie problem. PS bonus: znajdź blondynkę na zdjęciu!
Dzielenie się odczuciami i uczuciami przed taką grupą ludzi? Dla Malezyjczyków to nie problem. PS bonus: znajdź blondynkę na zdjęciu!

Na początku byłam bardzo oporna i raczej trzymałam się z boku podczas tego typu sesji, ale ostatnio czuję się już bardziej komfortowo jeśli chodzi o wyrażanie tego typu uczuć w grupie nieznanych osób.

Tutaj kilka fajnych rzeczy, które robimy z moją firmową ekipą:

Urodzinowa kolacja dla kumpla - świetne żeberka i piwo!
Urodzinowa kolacja dla kumpla – świetne żeberka i piwo!
Warsztaty z salsy w biurze
Warsztaty z salsy w biurze
Firmowa wycieczka do Cameron Highlands, herbatka przy plantacjach
Firmowa wycieczka do Cameron Highlands, herbatka przy plantacjach

4. Nie pamiętasz, gdzie schowałaś długie spodnie i swetry

Uwielbiam malezyjską pogodę! Z Polski przywiozłam 2 pary dżinsów i kilka sweterków, ale szczerze mówiąc nawet nie wiem gdzie one teraz są. Noszę letnie sukienki na zmianę ze spódniczkami, a na nogach klapki albo sandały i jakoś nie spieszno mi do grubych swetrów i czapek 🙂

5. Twój angielski znacząco się pogorszył.

Dziwne, ale prawdziwe stwierdzenie. W Malezji przecież wszyscy mówią po angielsku! (włącznie z kierowcą autobusu albo ulicznym sprzedawcą mango) Chodzi bardziej o to, że angielski w Malezji jest silnie nacechowany ojczystym językiem mówcy, czyli malajskim, chińskim lub tamilskim. Ludzie używają angielskiego, ale korzystają np. z chińskich konstrukcji gramatycznych, co w sumie brzmi bardzo zaskakująco. Do tego wrzucają do zdania pojedyncze chińskie słówka i mieszają językowo z angielskim. Czasem wychodzi z tego niezły miszmasz językowy!

No i przebywając z takimi ludźmi na codzień, sama podłapuję niektóre konstrukcje językowe. (niestety!)

Przykładowa konwersacja po angielsku:

page00015-e1335164211753

 

6. 200-metrowy spacer wydaje się niezłym wysiłkiem

W Malezji się nie chodzi. Jest gorąco i wilgotno i człowiek poci się dosłownie podczas 3-minutowego spaceru. Do tego chodników albo nie ma, albo są zniszczone i mają dziury, przez które można wpaść do kanału. Inną opcją są motory, które korzystają z chodników jak z kolejnej jezdni i twierdzą, że mają pierwszeństwo przed pieszymi, zdarzają się więc sytuacja gdy można zostać strąbionym, idąc po chodniku (??!!!). Każdy ma samochód, a jeśli go nie ma, to korzysta z metra lub taxi (które należą do najtańszych w całej Azji).

Na początku starałam się chodzić piechotą po mieście i spotkałam się w wieloma zdziwnionymi spojrzeniami kierowców – dlaczego ona idzie? Kilka osób nawet zatrzymało się, pytając, czy nie potrzebuję pomocy – myśleli, że może się zgubiłam.

Teraz już zmieniłam nastawienie – nie chce mi się brać prysznica 5 razy dziennie (po każdym powrocie z krótkiego spaceru), zamiast tego wybieram taksówki i metro.

7. Znasz reguły badmintona i trzymasz kciuki za reprezentantów Malezji na mistrzostwach Azji i świata

Badminton to sport numer 1 i żeby nie wypaść z grona towarzyskiego, trzeba wiedzieć, kim jest Lee Chong Wei (najsłynniejszy malezyjski gracz) i jakie są ogólne zasady gry.

A dlaczego warto kibicować malezyjskim sportowcom? Otóż premier wyznaje zasadę, że jeśli Malezja zwycięży w badmintona na poziomie mistrzostw świata lub Azji, następnego dnia ustanawiane jest święto wolne od pracy. Dla wszystkich! Całkiem serio.

Badminton – mój pierwszy raz!

10754968_10205278362708282_1380838835_n 10733672_10205278361788259_287751665_n

8. Planowanie wakacji jest problemem

Air Asia lata wszędzie i ma wspaniałe promocje, po pewnym czasie znajdowanie nowych azjatyckich destynacji może stać się problemem – po prostu było się już (prawie) wszędzie!

9. Nigdy, przenigdy nie chodzisz od tak do kina. Zawsze przygotowujesz się na zapas (kocyk albo szal)

Sala kinowa to najzimniejsze miejsce na świecie. Jeśli wejdziesz tam od tak, w t-shircie i szortach, nie wytrzymasz nawet do końca bloku reklamowego. Na początku nieźle się przejechałam właśnie idąc do kina tylko w letniej sukience – potem przez tydzień byłam przeziębiona.

10. Twoim najlepszym przyjacielem jest sos sojowy.

Przynajmniej w chińskich knajpach. Zagarniam całą butelkę sosu i polewam nim wszystko – od ryżu, przez kluski, po zupę. Wszystko smakuje jakoś tak… lepiej!

11. Nie przejmujesz się nawałnicami i burzami podczas których piorun trafia w twój budynek i powoduje problemy z elektrycznością

W trakcie monsunu ogromne burze przetaczają się nad Kuala Lumpur praktycznie codziennie. Burza + ulewa tak mocna, że nie da się nawet używać parasola i mocny wiatr, łamiący drzewa. Na początku mojego pobytu byłam tak wystraszona, że chowałam się pod kocem, odłączałam wszystkie urządzenia z prądu i starałam się nie myśleć o tym, co dzieje się za oknem. W tym czasie współlokatorzy dziwnie na mnie patrzyli i kontynuowali swoją partyjkę gry na Playstation. Jak się dowiedziałam, wystarczy pobyć 2-3 miesiące w Malezji, żeby przyzwyczaić się kompletnie do tego typu pogody i opracować system ratowania elektryczności przez mocowanie się ze skrzynką z bezpiecznikami.

 

Zobaczcie też: 45 oznak, że za długo mieszkasz w Indonezji, napisane przez Emi.

 

Advertisements