Kultura

Jak się czuje blondynka w Malezji vel jak się żyje „białym” w Azji? Porównanie: Indie vs Malezja

-Ale to chyba w tej Azji tak sama, to boisz się, co?

-A próbują cię gwałcić na ulicy?

-Słyszałam że Chińczykom tak podobają się blond włosy, że czasem je kradną śpiącym osobom, czy to prawda?

 Szczerze się uśmiecham przy tego typu pytaniach. Zawsze mówię: przyjedź do Malezji, sprawdź sam!

No więc gwoli ścisłości, oto sprostowanie na temat tego, jak żyje się bledziutkiej (ach, ta praca w klimatyzowanym biurze) polskiej blondynce w Malezji.

 Azja Azji nierówna

I od tego należałoby zacząć. Trochę obawiałam się wyjazdu do Malezji – nie dość że to moja samotna wyprawa, to jeszcze ciągle z tyłu głowy grały mi moje wspomnienia z Indii: zaczepianie na ulicy, pytania typu „Ile bierzesz za noc?”, chwytanie za rękę, biodro lub biust w autobusie,  grupy indyjskich nastoletnich chłopaków śledzących mnie, chodzących krok w krok za mną i pstykajacy zdjęcia moich pleców telefonem. Nawet po zasłonięciu głowy szalem, a ramion bluzą z długim rękawem (przy upale 42 st. C), sytuacja była dokładnie taka sama.

Szczerze mówiąc odczuwałam dużą ulgę wracając do domu po paru miesiącach w Indiach, ciesząc się nie tyle ze schabowego czy perspektywy zobaczenia znajomych, ale właśnie z tego poczucia bezpieczeństwa na ulicy, możliwości przejścia przez jezdnię bez słuchania gwizdów i głupich komentarzy. 

Tymczasem.. póki co, odpukać, jest mi tu, w Kuala Lumpur, naprawdę komfortowo. 

Uwielbiam Indie właśnie za te kontrasty, za tą różnorodność, za tą w pewnym sensie niedostępność – biały może przyjechać do Indii, ale zajmie mu to dużo czasu i wysiłku, aby zostać uznanym za „swojego”.

W Malezji ląduje się na lotnisku, dojeżdża do dworca i.. „wsiąka” w miasto. Bez walizki i torebki-nerki, człowiek staje się typowym mieszkańcem Malezji.

Ale po kolei.

Ze znajomymi na Chińskim festiwalu przesilenia jesieni. Mimo, że biała, to byłam jak najbardziej zaproszona na rodzinne święta - nie jako atrakcja, ale członek rodziny.
Ze znajomymi na Chińskim festiwalu przesilenia jesieni. Mimo, że biała, to byłam jak najbardziej zaproszona na rodzinne święta – nie jako atrakcja, ale członek rodziny.

Przylot „białasa” do kraju

Malezja zaskoczyła mnie już od momentu wyjścia z lotniska. Pozwolę sobie zobrazować tą sytuację:

Indie:

-wyjście z lotniska w Bombaju: upał, śmrodek zgnilizny i smogu, wszyscy się pchają, mnóstwo przypadkowych tragarzy, którzy próbują wyrwać podróżnym walizki aby po 10 m niesienia jej poprosić o zapłatę za usługę. Mnóstwo ludzi krzyczy, szuka się nawzajem, rikszarze czatują, uśmiechając się i plując przeżutymi liśćmi betelu na chodnik. Wiedząc, że riksze strasznie zdzierają „białasów”, szukam innej opcji. Po przepchaniu się przez tłum udaje mi się znaleźć stację prepaid taxi, do której stoi wielka kolejka. W okienku jedna pani powoli obsługuje klienta, druga pije masala tea i specjalnie nie przejmuje się ogonkiem oczekujących osób. W końcu po pół godzinie udaje mi się dostać do okienka. Pani z obsługi mówi oczywiście głównie w hindi i zrozumienie, gdzie chcę jechać zajmuje jej chwilę. W końcu ląduję w taksówce i przy dźwiękach skocznej indyjskiej muzyki po pół godzinie jazdy ląduję w domu. Magia Indii działa, podczas kolejnego lotu już bez problemu ogarniam znalezienie taksówki i nawet odczuwam przy tym pewną dozę relaksu.

 

Standardowa ulica indyjska. Motory po horyzont!
Standardowa ulica indyjska. Motory po horyzont!

Malezja:

-wyjście z lotniska w Kuala Lumpur: upał, trochę smogu, ogromna wilgoć w powietrzu. Wygląda to tak, jakby każdy dokładnie wiedział co ma robić. Biznesmeni ustawiają się w kolejeczce do prepaid taxi. Ja idę dalej, widząc znak wskazujący kolejkę jadącą prosto do miasta. Trzymam mocno rączkę walizki, żeby nie dać jej sobie wyrwać przypadkowym tragarzom, nikt jednak nie podchodzi, nie zauważam wogóle żadnych tragarzy w okolicy. Zaczynam się denerwować – w końcu to Azja, gdzie ten cały chaos? Może w kolejce. Dochodzę do punktu z biletami, płacę (bezproblemowa konwersacja po angielsku)  i zjeżdżam ruchomymi schodami na peron. Wszyscy wgapieni w smartfony i w tablety, zero interakcji, nikt nie próbuje mnie podrywać ani nachalnie macać. Czy to Azja, czy nie Azja? Spokojnie dojeżdżam do domu pociagiem wyposażonym w bardzo mocną klimę i wifi na pokładzie. Dookoła cisza. Ja – zdezorientowana, bo przecież to Malezja, a ja tej Azji wogóle nie czuję. Co się stało?

Mój ulubiony park przy wieżach Petronas. Defincja relaksu.
Mój ulubiony park przy wieżach Petronas. Defincja relaksu.

Ulica

Indie:

-wyjście na ulicę to pełne skupienie: trzeba uważać na kałuże, krowie placki, ludzi śpiących na ziemi, przejeżdżające riksze i motory. Do tego wszędobylskie stoiska z betelem, napojami i przekąskami: ktoś krzyczy „Dobra cena! Chodź!” (nie podchodzę, „dobra cena” to cena dla obcokrajowca, którą nie jestem zainteresowana), ktoś podchodzi i robi sobie ze mną zdjęcie bez pytania, przy starym odrapanym billboardzie stoją dzieci-żebracy, wytykają mnie palcami i się śmieją. Klakson za moimi plecami – to rikszarz, pyta gdzie chcę jechać. Odmawiam, podjeżdża następny. Szybko wskakuję do przydrożnej kawiarni – ufff, wreszcie mogę odetchnąć. Wdech, wydech. Mrożona herbata z przyprawami to kawałek nieba. Następnym jest mała dziewczynka, która podchodzi i pyta czy może dotknąć moich włosów, bo są takie ładne, jak księżniczki. Czuję się inna i wyróżniona. Czuję się wspaniale.

 

Dzieciaki w Indiach zupełnie nie kryją się ze swoją ciekawością. Tu dzieci zaglądają przez okno do szkoły, którą odwiedzaliśmy na wsi.
Dzieciaki w Indiach zupełnie nie kryją się ze swoją ciekawością. Tu dzieci zaglądają przez okno do szkoły, którą odwiedzaliśmy na wsi.

Malezja:

-ulica wymaga skupienia: samochody nigdy się nie zatrzymują, żar leje się z nieba. Trzeba uważać na głębokie kanały zbierające deszczówkę: nie zasłonięte niczym, przy źle postawionym kroku mogą spowodować upadek do głębokiej kałuży. Przy drodze palmy – zawsze mnie zachwycają, chyba nigdy nie przyzwyczaję się do tego, że mieszkam w tropikach. Szybko przemykam chodnikiem do metra, bo gorąco. Mocno trzymam torebkę – miasto jest bezpieczne, ale zdarzają się kradzieże torebek przez złodziei na motorach. Nic się jednak nie dzieje. Zero komentarzy, witam się tylko prostym „Hello” z panem w myjni samochodowej, codziennie się tak pozdrawiamy, chociaż nigdy nie rozmawialiśmy. Na stacji metra skanuję kartę magnetyczną, przechodzę przez bramkę. Wchodzę do mocno klimatyzowanego wagonu, w środku mnóstwo ludzi patrzących w dół, na tablety i smartfony. Dojeżdżam do kawiarni, zamawiam moją mrożoną indyjską herbatę z przyprawami, która po Indiach do teraz jest moim ulubionym napojem. Kawałek nieba, prawie taki jak w Indiach. Po chwili podchodzi do mnie ankieterka, pyta czy mieszkam w Kuala Lumpur i zachęca do podpisania obywatelskiej petycji w sprawie obowiązku noszenia odblasków przez dzieciaki. Podpisuję. Czuję się jak w domu. Czuję się wspaniale.

Bukit Bintang, centrum Kuala Lumpur.
Bukit Bintang, centrum Kuala Lumpur.

Właśnie tak. Ale co lepsze?

To tylko przykłady, ale to właśnie mniej więcej obraz różnic w przebywaniu w Indiach i Malezji. Kocham oba te kraje, o gospodarce indyjskiej napisałam pracę licencjacką a w Kuala Lumpur chłonę wszystkie informacje o mieście i oprowadzam turystów po moich ulubionych miejscach.

Czu w Kuala Lumpur czuję się bezpiecznie? Zdecydowanie. W Indiach? Zdecydowanie nie. W Malezji zniknęło uczucie „inności”, które miałam w Indiach, a które czasem było dobre (dostałam z 1000 propozycji matrymonialnych!) i złe (traktowanie mnie jak prostytutki wyłącznie ze względu na kolor skóry, codzienne targowanie się o normalną cenę rikszy z biura do domu).

W Malezji nie zdarza się zaczepianie na ulicy, nikt nie prosi o zdjęcie z blondynką. Europejczycy stanowią tu normalny element społeczeństwa. Są niemieckie piekarnie, włoskie gelaterie i supermarkety w których można kupić nawet świeże czerwone porzeczki. Za wszystko płacę tyle, ile moi koledzy Malezyjczycy, więc nie czuję się oszukiwana na każdym kroku.

Słucham stacji radiowej z międzynarodową muzyką, w której prezenterzy mówią wyłącznie po angielsku, z nienagannym angielskim akcentem. Rano na stacji metra zabieram ze sobą darmową gazetę, w całości po angielsku. Koledzy w biurze rozmawiają nawet między sobą po angielsku, więc nie czuję wyskomfortu wykluczenia z konwersacji. Z drugiej strony – kompletnie nie mam motywacji do nauki języka bahasa malaysia i po dwóch latach potrafię zamówić sobie posiłek w restauracji, ale nic więcej. 

Moje blond włosy – ku mojemu zaskoczeniu – kompletnie nie wzbudzają sensacji. Powodują za to problemy w zakupie farby do włosów, bo nic jaśniejszego niż jasny blond nie jest dostępne w sklepach.

Czego uczy Azja?

Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że Indie bardzo ukształtowały mój charakter. Przestałam w 100% ufać ludziom, nauczyłam się patrzeć przez siebie i nie oglądać się na boki nawet jeśli coś wybucha po którejś ze stron. Nauczyłam się być twarda, nie tolerować zachowań agresywnych i nachalnych, tylko od razu im przeciwdziałać. Nauczyłam się liczyć tylko na siebie. Przyzwyczaiłam się do brudu którego nie da się zmyć czy sprać i zrozumiałam, że pewne rzeczy, chociaż wybitnie denerwujące, są niezmienne, i trzeba się do nich po prostu przyzwyczaić.

Malezja na początku nauczyła mnie właśnie ufności, którą po części straciłam w Indiach. Zrozumiałam, że nie każdy Malezyjczyk, który klepie mnie po ramieniu, chce mnie napastować. Czasem chodzi im tylko o to, aby zapytać, która jest godzina. No i nauczyłam się żyć w ciszy. No, może niekoniecznie żyć – nauczyłam się tolerować ciszę, ale i tak jestem najgłośniejszym elementem otoczenia.

Jedna z piękniejszych świątyń w Indiach. Dżinijska świątynia na wzgórzu w stanie Gudżarat.
Jedna z piękniejszych świątyń w Indiach. Dżinijska świątynia na wzgórzu w stanie Gudżarat.

Podsumowanie

Z perspektywy czasu: Indie to piękne miejsce, aby spędzić tam kilka miesięcy, zachwycyć się kulturą, spróbować najlepszego jedzenia na świecie i zdobyć doświadczenie w twardych, kompletnie innych warunkach niż polskie. Gdyby nie Indie, nigdy nie odważyłabym się zacząć przemawiania na konferencjach, bałabym się krzyknąć na szefa (jeśli to potrzebne) i generalnie pewnie nie wypełzłabym z mojej skorupki nieśmiałości. Ale czy to miejsce w którym mogłabym żyć do końca życia? Chyba nie. Samo bezpieczeństwo (a raczej jego brak) na ulicach to dla mnie wystarczający powód. Przecież nie mogę brać ze sobą zawsze ochrony albo psa. Do tego przez moje blond włosy i białą skórę za bardzo zwracałam uwagę na ulicy i w sklepach – mieszkając w Indiach dłuższy czas, metamorfoza byłaby nieodzowna.

Malezja, z drugiej strony, to taka wyidealizowana Azja, z czystymi chodnikami, wszędobylskim angielskim, miłymi ludźmi. Pewnie wytrawni podróżnicy wzgardziliby wyprawą do Kuala Lumpur, bo jest przecież „taki europejskie”. Z jednej strony prawda – ale z drugiej Azja wychodzi w tym mieście z każdej dziury w chodniku, przebija w lokalnej gwarze i pięknie kwitnie podczas wizyt w świątyniach chińskich czy indyjskich.  Malezja to zdecydowanie kraj, w którym można żyć przez dłuższy czas u czuć się komfortowo we własnej skórze.

 

Świątynia Thean Hou w Kuala Lumpur. Piękny widok na miasto i spokój ułatwiają relaks, a w świątyni można wywróżyć sobie przyszłość. Moja, póki co, zapowiada się bardzo dobrze.
Świątynia Thean Hou w Kuala Lumpur. Piękny widok na miasto i spokój ułatwiają relaks, a w świątyni można wywróżyć sobie przyszłość. Moja, póki co, zapowiada się bardzo dobrze.

No to Indie czy Malezja?

Malezja to jak fajny nowy zwierzak. Można się z nim chwilę pobawić i albo się on spodoba, albo okaże się że jest jednak nudny. 

Indie to kij, którym dostaje się po głowie. Jeśli ma się refleks, uniknie się kolejnego razu. Ale jeśli nie, będzie się okładanym po głowie wiele razy.

Moja rada: jeśli jedziesz do Azji pierwszy raz i nie czujesz się pewnie w tych klimatach, Malezja to idealny wybór. Poznasz różne przenikające się kultury, spróbujesz pysznego jedzenia, nawet przejedziesz się na słoniu.

Ale jeśli chcesz czegoś bardziej hardcorowego, szukasz czegoś co po powrocie zapewni ci sławę i chwałę wśród znajomych – Indie powinny być na twojej liście.

Z mojej strony – Malezja to piękny kraj do życia, rozwijania kariery i zawiązywania przyjaźni na całe życie. Póki co – mój światowy numer 1 🙂

 

27 myśli w temacie “Jak się czuje blondynka w Malezji vel jak się żyje „białym” w Azji? Porównanie: Indie vs Malezja”

  1. Bardzo przyjemnie się czytało cały Twój tekst. Byłam w Indiach prawie 3 miesiące i mam dobre wspomnienia. Może nie byłam zbyt duża atrakcją dla miejscowych, mam ciemne włosy i latem raczej ciemną karnację, więc nic specjalnego haha. (ps, właśnie o tej podróży piszę obecnie na blogu).
    Malezja mnie bardzo kusi, mam nadzieję, że wkrótce uda mi się odwiedzić tą część Świata. Twoje informacje bardzo mi się przydzadzą

    Pozdrawiam Kasia

    1. Cześć Kasiu! Fajnie że masz dobre wspomnienia z Indii – dla mnie to naprawdę fantastyczny kraj, jedynym problemem jest właśnie stosunek lokalnych facetów do białych dziewczyn (a może to właśnie kwestia włosów? Kto wie!). Mam nadzieję że uda ci się trafić do Malezji, serdecznie zapraszam! Pozdrawiam z KL!

    2. A może byłyście w różnych miejscach/częsciach kraju. Z tego co mi wiadomo (ale nie jestem żadnym ekspertem) np. północ różni się mocno od południa.

      1. Tak, Indie bardzo różnią się regionami, ale bardziej chodzi o odwiedzone miasta i wygląd. Serio mówiąc – nikt nie jest tak traktowany jak białe, blond kobiety. Pracowałam w projekcie w Kenijczykami i Hiszpanami i śniadej karnacji – nie mieli takich problemów jak ja. Więc wydaje mi się że niestety wygląd gra tu ogromną rolę.

    3. Niesamowite …Mam dokladnie przeciwne spostrzezenia… W Indiach nauczylam sie ufać ludziom ; Malezja a szczególnie piekna i egzotyczna jest miejsce, w ktorym nie dostrzega sie ludzi i nie ma szacunku dla zycia 😉 W KL mialam pierwszy w życiu wypadek. Skuter wjechal w mnie na chodniku. W Indiach znacznie bardziej chaotycznych ludzie sa jacys bardziej uwazni; w tym szaleństwie na ulicach nigdy nic złego mi sie nie przytrafiło. Zainteresowanie ludzi blond włosami jest meczące ale dla mnie do przezycia.

      1. I to jest wlasnie Azja: kraje sa tutaj tak wielkie o roznorodne, ze nawet odwiedzajac te same miejsca mozna miec kompletnie inne odczucia i przezycia. Dlatego historie sa tutaj bardzo subiektywne i nie da sie tu nastawic kompletnie na tak lub na nie! Pozdrawiam serdecznie, Zuza

  2. Tekst świetny, chociaż wrażenia mojego kumpla z Kuala Lumpur są takie: „wjeżdżamy: wooow, super miasto. Po dwóch godzinach wymusili z nas kasę, pierwszy raz…” :]

    1. Zdarza się. Dlatego zawsze przed wyjazdem do jakiegokolwiek kraju Azjatyckiego należy dużo czytać i się przygotować. Ale porównując Malezję do wszystkich innych krajów naokoło – jest tu naprawdę idealny klimat dla turystów, i kwestia oszustw jest naprawdę marginalna.

  3. Zgadzam się z Tobą co do Indii. Mam identyczne odczucia. Natręctwo tubylców, wszechobecny chaos i wręcz hipnotyczne spojrzenia mężczyzn są ciężkie do zniesienia na dłuższą metę. Dla mnie Indie to ciągle w większości dziki kraj bezprawia.

  4. Bardzo miło czyta się Twój artykuł i przyznam, iż skorzystam w najbliższym czasie z Twoich wskazówek, gdyż na kilka dni zatrzymam się w Malezji.
    Przyznaję rację, Indie to kraj bezprawia, smród, krowie odchody na ulicach, niejednokrotnie nachalni tubylcy i naciągacze… Tak, prawda. Jednak odwiedziłam już ten kraj kilkakrotnie i jestem nim zachwycona.
    Azja jest specyficznym kontynentem i przed każdą dłuższą podróżą w te rejony koniecznością jest przygotowanie teoretyczne,
    Wyjeżdźając do Indii kilka lat temu, w pojedynkę, nie szukałam sławy czy chwały tak jak wspomniałaś w swoim artykule,ale od lat byłam zauroczona tym miejscem i czułam ogromny, wewnętrzny, pociąg do tego kraju.
    Jestem biała jak mąka, pewnie bielsza od Ciebie 🙂 moje włosy są ognisto rude… Początkowo przeraziło mnie to zainteresowanie indyjczyków moją osobą, ale Ci nachalni, mężczyźni zdażyli się raczej tylko w Delhi. Nie chcę uogólniać, ale w miastach tranzytowych, czy najbardziej popularnch miejscach przewija się mnósto ludzi i to Ci ludzie, turyści, wyrobili sobie poniekąd taką a nie inną opinię np prostytutek…
    Tak, trzeba trochę uważać gdzie i o jakiej porze się chodzi, ale będąc choć trochę oczytanym myślę, że można sobie dobrze z tym poradzić. Zwrócić uwagę na poszczególne stany Indii, które chce się odwiedzić. Zaznajomić z kulturą, religią, obyczajami, myślę, że to wystarczy i śmiało można ruszać do tego przepięknego kraju, który nie wszędzie cuchnie, wręcz przeciwnie, przyciąga zapachem kadzideł, przypraw, słodyczy w cukierniach… A te ponadczasowe zabytki? Architektura? Tego nie znajdziecie w innych krajach.
    Podróżując z północy na południę, zatrzymując się w miasteczkach zawsze jest coś co przykuje wzrok. Nieprawdą jest, iż przez Indie można stracić ufność do ludzi. Podróżowałam sama, autobusami, pociągami (nie 1wszą klasą:) ale tzw sleepers klasę odradzam) i zawsze otrzymałam bezinteresowną pomoc, choćby w odszukaniu odpowiedniego kierunku.

    1. Widzę, że mamy naprawdę podobne doświadczenia 🙂 same Indie są fascynujące, sama przygotowywałam się dobrych 5 lat do tego wyjazdu, a w międzyczasie napisałam też pracę licencjacką o gospodarce indyjskiej. Ale i tak nie byłam w stanie przygotować się na wszystko, bo to naprawdę różnorodny kraj! Z mojego doświadczenia, nachalni faceci zdarzają się wszędzie, zarówno w małych wioskach, jak i dużych miastach, ale im większe miasto, tym na więcej sobie pozwalają w przestrzeni publicznej. Co do ufności do ludzi – cieszę się, że miałaś to szczęście, że trafiłaś na wspaniałych ludzi. Ja miałam mniej szczęścia – ale i tak uwielbiam Indie, mimo wszystkich problemów. Ale z drugiej strony, Malezja tak mnie rozpieszcza, że jakoś nie ciągnie mnie z powrotem do Indii. Pozdrawiam cię serdecznie!

      1. Nie napisałam, każdy turysta, ale wystarczy kilku a opinia będzie o kilkudziesięciu bądź kilkuset. Przykro to stwierdzić, ale niestety widząc co najmniej kilka takich stytuacji można wiele wywnioskować…

  5. Witaj ponownie 🙂
    Chciałam zapytać się czy orientujesz się jak wygląda sprawa z wynajęciem samochodu w KL.
    Oczywiście zrobiłam już mały rekonesans w internecie, jednakże wiem z doświadczenia, iż wynajęcie samochodu na miejscu czasem robi wielką różnicę.
    Pozdrawiam!

  6. Bardzo fajnie czytało się Twój tekst. Indie faktycznie albo się kocha albo nienawidzi – moi znajomi się podzieleni na właśnie takie dwa obozy. Mnie samej do Indii nie ciągnie, ale do Azji południowo-wschodniej jak najbardziej. W przyszłym roku będę w Tajlandii i zastanawiałam się, czy nie podskoczyć na Malezji na chwilę, w końcu to tak blisko 😉 Dzięki więc za wszelkie wskazówki, które mogę znaleźć na Twoim blogu 😀

      1. hej czy przed wyjzadem do KL robiłaś jakieś szczepienia?jak przygotować się psychicznie i fizycznie do takiego wyjazdu? 😉 mam zaplanowaną już podróż do Malezji i nie ukrywam że trochę zjada mnie stres 😉
        pozdrawiam
        Ania

  7. Nie mozna patrzec na Indie jak na keden kraj. W kazdym regionie jest wiele roznic. Spedzilam 7 miesiecy sama w Indiach i moze nie moglabym tam zostac na zawsze, ale kocham ten kraj i na pewno wroce tam nie raz. Mieszkalam w Bombaju, podrozowalam po wielu stanach i nigdzie nie doswiadczylam negatywnego traktowania przez tubylcow. Czulam sie tam jak normalny czlowiek, choc rowniez jestem blondynka z jasna karnacja. Kilka razy poproszono mnie o zdjecie, to wszystko. Mozna spokojnie odmowic. Bombaj to bardzo kosmopolityczne miasto, bialy czlowiek nie jest tam sensacja. Podobnie jest w innych turystycznych miejscach.

    1. Ja spędziłam 6 miesięcy sama w Indiach i mam kompletnie inne odczucia – ale to jest właśnie magia Indii, każdy odbiera je inaczej 🙂

Odpowiedz na Munka45 Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s