No i po wyborach. Podstawowe informacje na temat sceny politycznej w Malezji opisałam już w poprzednim wpisie tutaj więc nie będę się powtarzać.

Ale w skrócie: w wyborach startowały dwie opcje: rządząca od 56 lat partia Barisan Nasional i opozycja (front 3 partii w koalicji).

images (1)

Dzięki temu że mieszkam i pracuję w Malezyjczykami, miałam bezpośredni dostęp do wiedzy i opinii mieszkańców Kuala Lumpur. Nastroje przed wyborami były naprawdę świetne – większość młodych ludzi odczuwało silną potrzebę zmian i naprawdę zaangażowało się osobiście w te (czasem pierwsze w swoim życiu) wybory. Nie wszyscy jednak mogli głosować – w Malezji wiekiem uprawniającym do głosowania jest 21 lat, a co więcej aby oddać głos należy się zarejestrować wcześniej w odpowiedniej komisji – bez tego, nawet jeśli jest się oficjalnie uprawnionym, zagłosować nie można.

Co więcej – głosować można tylko w miejscu zakwaterowania, więc w niedzielę odbyła się gigantyczna migracja- wszyscy wracali do domów rodzinnych aby zagłosować. Niektórzy samochodem, inni samolotem – jeśli ktoś urodził się na Borneo, a pracuje w KL, bez przelotu się nie obyło. Koniec końców, wszystkie drogi wylotowe z miasta zostały kompletnie zakorkowane.

Przed wyborami dużo mówiło się o brudnych zagraniach partii rządzącej i niebezpieczeństwie grożącym ludziom otwarcie sprzeciwiającym się władzy. Szczerze mówiąc nawet bawiły mnie statusy znajomych na Facebooku, na których życzyli wszystkim „bezpiecznych wyborów” i życzyli spokojnego dnia. Nawet się nie spodziewałam, że miało to głęboki sens.

malaysia-elections_2554746c

W dniu wyborów od rana ludzie ustawili się w kolejkach do lokali wyborczych. Po zagłosowaniu każdy zanurzał palec w specjalnym atramencie, który miał (podobno) utrzymać się na palcu 3 dni i pomóc w zapobieganiu nielegalnemu kilkakrotnemu głosowaniu przez tę samą osobę. (Oczywiście „niezmywalny atrament” okazał się ściemą – można było z łatwością go zmyć wodą z mydłem w 5 minut. Premier, który zamówił specjalną recepturę atramentu i zapłacił za niego grubą kasę tłumaczył się potem, że w związku z wymaganym statusem halal, atrament nie zadziałał jak powinien- wielka ściema)

Co miłe- mnóstwo młodych ludzi zaraz po oddaniu głosu klikało swoim niebieskim palcom zdjęcie i wrzucało na media społecznościowe – będąc dumnym z wypełnienia społecznego obowiązku, ale też zachęcając innych.

A Malaysian voter shows his finger marked with ink after casting his ballot during the early voting for the general elections in Kuala Lumpur d7b87340b77d615214ec018d88b313da

Ale już kilka godzin po rozpoczęciu głosowania zaczęły do mnie docierać niepokojące informacje. Pod kilkoma lokalami wyborczymi, gangsterzy popierający Barisan Nasional wszczęli zamieszki. Chwilę potem zauważono autobusy pełne obywateli Bangladeszu parkujące pod punktami wyborczymi. Ludzie ci właśnie wylądowali ze swoimi rodzinami w Malezji – mamieni wizją darmowego i bezpośredniego otrzymania malezyjskiego dowodu osobistego. Agenci Barisan Nasional taką wizją obiecywali im dostatnie życie w Malezji – jedyną zapłatą miało być oddanie głosu na partię. Co dziwne – nikt się nie krył z podejrzanymi grupami obcokrajowców ustawiającymi się w kolejce do głosowania.

Malezyjczycy, którzy szybko zorientowali sie w sytuacji, zaczęli rozsyłać informacje przez Facebooka i Twittera, prosząc znajomych o wsparcie i przysłanie policji.

Tutaj nadmienię tylko, dlaczego media społecznościowe stały się głównym kanałem przesyłania informacji w Malezji. Barisan Nasional w związku z panowaniem od 56 lat, kontroluje w zasadzie wszystkie media – zarówno gazety, jak i telewizję i radio. Jedynym kanałem umożliwiającym wolność opinii i szybkość przepływu informacji stały się więc Facebook, Twitter itp. W Malezji ludzie mają naprawdę wielkiego bzika na punkcie elektroniki, a punkty wi-fi można znaleźć wszędzie – nie jest więc problemem przesyłanie czegokolwiek przez internet.

Z każdą godziną głosowania w sieci krążyło coraz więcej informacji (udokumentowanych zdjęciami): o punktach wyborczych w których nie było długopisów, a wyłącznie ołówki (co unieważniało głosy), o kartach do głosowania które zawierały podejrzaną kropkę przy polu Barisan Nasional, w końcu o coraz to nowych punktach w których zidentyfikowano obcokrajowców lub oszustów próbujących głosować na partię rządzącą.

I wtedy stało się coś pięknego – ludzie naprawdę poczuli potrzebę zjednoczenia się i zapewnienia wszystkim uczciwych wyborów – stworzono więc nieoficjalną „”policję” pilnującą porządku w okolicach punktów wyborczych. Młodzi ludzie, którzy nie byli jeszcze uprawnieni do głosowania skrzyknęli się pod hasłem „Ghostbusters” – „Poskramiacze Duchów” – i sprawdzali dowody tożsamości osób stojących w kolejce do głosowania. Na Facebooku praktycznie wszystkie profile zawierały Malezyjskie flagi i wezwania do pomocy w najbardziej skorumpowanych regionach.

images

Mimo tego wszystkiego 80% ludności uprawnionej do głosowania oddało głos tego dnia – i to jest naprawdę przepiękne. Wliczając „Orang Asli” – mieszkańców dżungli na Borneo i niepiśmiennych mieszkańców wiosek – jest to naprawdę spore osiągnięcie.

Po godzinie 5 zamknięto głosowanie i wszyscy wstrzymali oddech w oczekiwaniu na wyniki. Odbyły się jeszcze oczywiście akcje pod hasłem „nielegalnie dorzucamy stertę głosów do urn po zamknięciu lokalu”, ale wiele z nich udało się wyłapać i udokumentować.

Po godzinie 20.00 podano pierwsze wyniki – bardzo wyrównane. Około północy, kiedy do podliczenia zostało tylko kilka okręgów, a opozycja znacznie wygrywała, w głównej stacji liczenia głosów… zgasło światło. Podobno coś stało się z elektryką. W każdym razie, po włączeniu świateł 15 minut później Barisan Nasional był juz jakimś cudem na prowadzeniu i oczywiście koniec końców wygrał wybory.

2013-05-05T200622Z_1_CBRE9441JUP00_RTROPTP_2_MALAYSIA-ELECTION

Jest mi naprawdę smutno. Nie jestem zaangażowana politycznie bo nie znam programów partii w Malezji i nie popieram oficjalnie żadnej z nich. Ale patrząc na obecną sytuację – Malezyjczycy zasługuja na porządne, czyste wybory, bez sztuczek i oszukiwania. Ci ludzie naprawdę chcieli coś zmienić, chcieli wyrazić swoją opinię – a ich głosy zostały zignorowane lub sfałszowane. Jest mi przykro, bo moi znajomi Malezyjczycy, dla których były to pierwsze wybory w życiu, prawdopodobnie zrazili sie i odczuli bezsens tego typu wyborów.

Dlatego naprawdę mam nadzieję na powtórne wybory. Najlepiej przy udziale międzynarodowych obserwatorów. Czy to pomoże – nie wiem, ale zawsze warto spróbować.

Reklamy