Czy też mieliście kiedyś tak rozkminę: czemu właściwie kosmetyki muszą mieć dodane te wszystkie chemiczne dodatki? Poza oczywiście konserwacją i przechowywaniem produktu dłużej w dobrym stanie. Czy jest wogóle możliwość dostania kosmetyków zrobionych w 100% z naturalnych lokalnych składników? Np. szamponu składającego się z 2 ingrediencji? Okazało się, że w Malezji jest to możliwe!

Potions

Markę Potions znalazłam przeglądając fotki na Instagramie. Znacie ten typ: przypadkiem znajdujecie jakąś małą markę która sprzedaje produkty tylko przez media społecznościowe, ale wytwarza wokół siebie ogromną grupę całkowicie oddanych fanów? No właśnie, tak opisałabym Potions. Na ich Instagramie znalazłam mnóstwo pięknych zdjęć produktów i sporo komentarzy naprawdę zadowolonych klientów. A na ich stronie internetowej znajdziecie opisy wszystkich produktów, składników i sklep online.

Potions to „dziecko” dwóch sióstr, Sharmila i Sharmini. Jak mówią, w rodzinie zawsze wszyscy mieli problemy z wrażliwą skórą więc cały czas poszukiwały specyfików które dobrze działałyby na cerę i ciało. Kiedy odkryły naturalne kosmetyki, dziewczyny rzuciły swoje stabilne posady aby zająć się swoją pasją, czyli właśnie tworzeniem produktów bazujących na lokalnych produktach. Wplatając w ten proces wiedzę uzyskaną od dziadków i innych członków rodziny, indyjskie arjuwedyczne tradycje i własne odkrycia, linia kosmetyków została dość szybko rozbudowana i obecnie dostaniecie od Potions: olejki, szampony, pilingi i balsamy.

I teraz najciekawsza sprawa: wszystkie produkty nie zawierają żadnych dodatkowych chemicznych konserwantów – znaczy to jednocześnie, że ich data przydatności nie jest super długa (3-6 miesięcy), ale dostajecie 100% czysty, dobry kosmetyk. Po raz pierwszy spotkałam się z czymś takim!

Coś co mnie kompletnie ujęło to opakowania: piękne i kolorowe, a każdy kosmetyk ma na etykiecie inny motywujący cytat. Świetny koncept!

Przetestowałam kilka z flagowych produktów Potions i oto moi faworyci:

Szampon Lime Sublime

Czytając etykietkę na szamponie, byłam w szoku. Składa się on dosłownie z 2 składników – z limonki kaffir i wody. I tyle! Szampon jest pięknie zielony, ale trochę się obawiałam przed pierwszym użyciem: no bo jak to, myć włosy sokiem z limonki?

Okazało się, że:

  • skórka z limonki kaffir zawiera właściwości anty-łupieżowe
  • limonka wyrównuje PH na  głowie i zapewnia ciemnym włosom piękne refleksy, a także odbudowuje włosy zniszczone farbowaniem i wysuszeniem lokówką czy prostownicą

Czyli ma to sens! Sam szampon pachnie obłędnie (trudno się dziwić!). Po pierwszym użyciu czułam, że moje delikatne włosy są dość suche, ale wystarczyło użyć odżywki, żeby to wyrównać. I mogę potwierdzić: tak, szampon zrobiony w 100% z limonki naprawdę dobrze myje włosy! Jeśli nie wierzycie to spróbujcie, ja się przekonałam.

Cena: RM50

Emerald Elixir – olejek do włosów

I tutaj w składzie zaledwie 3 składniki: liście curry, olej kokosowy i olej rycynowy (!!!).

Absolutny bestseller, stworzony bazie wiedzy ajruwedycznej. Pomaga w przypadku problemów z wypadającymi włosami, lub suchych i zniszczonych.

W moim przypadku nakładałam go tylko na końcówki, które są połamane i zniszczone – mam lekkie i delikatne włosy, nakładanie olejka u nasady kończy sie wizerunkiem w stylu „Kuzyna Coś” z Rodziny Addamsów… Ale nawet w przypadku końcówek – po tygodniu używania zauważyłam różnicę, włosy nie kołtuniły sie z tyłu głowy i łatwiej się rozczesywały.

Byłam zachwycona, bo mimo że opakowanie nie jest wielkie, jest bardzo wydajne – wystarcza na dłużej niż inne moje olejki.

Cena: RM30

Sun Kissed Gold – piling do twarzy

Tak pięknego pilingu jeszcze nie miałam. Zamknięty w małym szklanym pojemniczku naprawdę wygląda jak zrobiony z opiłków złota!

No i ten zapach… wyobraźcie sobie jak może pachnieć produkt zrobiony z : kryształków cukru, mąki owsianej, miodu, kurkumy, skórki pomarańczy, oleju z granatu i oleju kokosowego. Słodko, rześko i mocno pomarańczowo. Szaleństwo!

Piling przyjemnie działa: złuszcza naskórek i nawilża, a kurkuma pomaga szybciej zagoić wypryski. Jedyny minus: zawsze trzeba opakowanie mocno zamykać – raz zostawiłam je przymknięte po prysznicu i po chwili… w okolicy zaroiło się od mrówek. Od tej pory zapamiętałam, żeby na to uważać.

Cena: RM35

Veda Glow – cleanser do mycia twarzy

W przypadku tego produktu trochę się zdziwiłam, otwierając słoiczek. Bo środek do mycia twarzy jest sprzedawany pod postacią… proszku. W sumie prosta sprawa, wystarczy nałożyć go na twarz lub rozrobić z wodą, jednak standardy w branży kosmetycznej przyzwyczaiły mnie do żelowej lub płynnej konsystencji cleansera. A tu taka niespodzianka! No ale nic, testy zaczęłam z lekkim strachem ale i zaciekawieniem.

Na opakowaniu opisano 2 formy użycia kosmetyku:

  1. Cleanser, którego wystarczy rozrobić z niewielką ilością wody (można też dodać jogurt) na pastę, którą nakłada się na twarz, a potem zmywa.
  2. Maseczka – należy dodać jogurt i sok z cytryny i tak rozrobioną maseczkę nałożyć na twarz. Poczekać aż wyschnie, i dopiero potem zmyć.

A w składzie: soczewica, skórka pomarańczowa, kozieradka, proszek różany, mleko kokosowe, proszek Neem, pszenica i aloes.

Z moich testów: nie dziwcie się, że cleanser się nie pieni. Tak ma być, on i tak działa! Przy okazji delikatnie złuszcza skórę. Działa ok, tylko pamiętajcie żeby zawsze mieć w łazience małą miseczkę na rozrobienie pasty. Po użyciu cera była dobrze oczyszczona, delikatnie złuszczona ale też nawilżona (chyba przez ten aloes).

Uwaga! W przypadku tego produktu zapach jest…specyficzny. Moje pierwsze skojarzenie to daal, czyli warzywne curry. Nie jest do delikatny odświeżający zapach – to lekko cięższa nuta, według mnie bardziej odpowiednia na maseczkę 2 razy w tygodniu niż codzienne stosowanie. Ale to moja osobista opinia – najlepiej spróbujcie same i powiedzcie co sądzicie 🙂

Cena: RM45

Gdzie kupić Potions?

Online w sklepie internetowym Potions.

Możecie też śledzić Potions na ich ultra-kolorowym Instagramie.

Polecam – zamiast kolejnego magnesu „Made In China” jako pamiątkę kupić właśnie naturalne, lokalne kosmetyki – to napewno ciekawszy i bardziej oryginalny prezent!

 

Wpis powstał we współpracy z marką Potions. Kosmetyki do testów zostały mi ofiarowane gratis, natomiast opinie są wyłącznie moje.

 

Reklamy