Bangkok kusił mnie od dawna. Wielkie, nowoczesne miasto, mnóstwo atrakcji i bezpieczeństwo dla kobiet podróżujących solo – wszystko to można znaleźć w stolicy Tajlandii.

IMAG5415

Lokalne źródło informacji – Beata „Lalla”

Jeszcze przed przyjazdem postarałam się porządnie przygotować do wyjazdu, i skontaktowałam sie z Beatą, polską blogerką która obecnie mieszka w Bangkoku. Dzięki Beacie byłam w stanie rozwiać wszystkie wątpliwości dotyczące wyjazdu, a jej pomoc przy zwiedzaniu była nieoceniona. Zapraszam was na jej bloga TUTAJ i na fanpage’a TUTAJ.

Z Beatą w jednym z foodcourtów w Bangkoku
Z Beatą w jednym z foodcourtów w Bangkoku

Praktyczne wskazówki przed wyjazdem do Bangkoku

Kilka wskazówek które warto mieć na uwadze przed przyjazdem:

-najlepiej wybrać zakwaterowanie położone przy linii BTS lub metra

-jeśli chcecie wyspać się w nocy, raczej unikajcie okolic Khao San Road

-Tajowie są bardzo przyjaźni, ale często można się też spotkać z sytuacjami „naciągania” turystów, np. taksówkarze nagminnie chcą się targować o cenę przejazdu zamiast używać taksometru (jeśli tak robią – nie wsiadajcie do taksówki, szukajcie następnej), a w okolicach Grand Palace często można spotkać „Miłych Nieznajomych” którzy poinformują was, że Pałac jest dzisiaj nieczynny, ale za to mogą was zabrać w inne ciekawe miejsce (które potem okaże się fabryką garniturów, albo podrobionych zegarków)… I wiele innych. Najlepiej wcześniej poczytać o najczęstszych przypadkach „naciągania” turystów tutaj i być przygotowanym: oto bardzo dobre źródło w języku angielskim: http://www.bangkokscams.com/top-10-scams-in-bangkok/

-aby odwiedzić świątynię, przygotujcie się i załóżcie dłuższe spodnie i spódnicę, a także top zasłaniający ramiona

-wybierając się do Grand Palace stroje odwiedzających są dość skrupulatnie sprawdzane: szorty, legginsy i prześwitujące bluzki odpadają. Na miejscu można wypożyczyć koszule z długim rękawem, spodnie i spódnice.

-do Grand Palace wybierzcie się jak najwcześniej (8:30-9.00) – im później, tym bardziej tłoczno się tam robi (porównałabym tłum do zwiedzających Watykan czy Wenecję – ogromny!)

Na terenie Grand Palace. Jak widać, tłumy są tu zawsze.
Na terenie Grand Palace. Jak widać, tłumy są tu zawsze.

Plan zwiedzania Bangkoku w 2 dni

Ułożyłam go bardzo subiektywnie. Nie bawią mnie imprezy na Khao San, ping pong show i inne erotyczne zabawy a także zwiedzanie fabryk garniturów. Skupiłam się bardziej na kuchni tajskiej i zabytkach. Jeśli macie inne oczekiwania – po prostu poszukajcie innych źródeł, jest ich sporo 🙂

Większość planu ułożyłam przeglądając opinie na Tripadvisor i czytając dziesiątki artykułów na blogach. Była to moja pierwsza wyprawa bo Bangkoku, i do tego bardzo krótka, a atrackji w mieście jest naprawdę sporo – na pewno innych opcji na zwiedzanie jest  dużo, ale nie dałam rady wcisnąć więcej w 2 dni. Po weekendzie w Bangkoku mogę powiedzieć, że plan sprawdził się w 100% – to co naprawdę chciałam zobaczyć, udało się zaliczyć, a lekcja gotowania była najlepszym elementem całego pobytu. 

Gotowy plan zwiedzania do ściągniecia w Excelu: TUTAJ

Dzień 1

Lekcja kuchni tajskiej

Dzień 1 – i  mój ulubiony punkt programu! Lekcja gotowania tajskiego u Chef Leez to świetny sposób na spędzenie przedpołudnia. Słyszałam o tym miejscu już wcześniej od znajomych i bardzo chciałam wziąć udział w takiej lekcji. Grupowe lekcje odbywają się codziennie o 10.00 rano. Prowadząca to wulkan energii, bardzo zabawna kobieta z ogromną wiedzą o kuchni tajskiej. Do pomocy ma 3 asystentki które pomogą wam w przygotowaniu dań, uprzątną resztki ze stołu itp. A cała lekcja zaczyna się od wizyty na lokalnym bazarku, schowanym pomiędzy budynkami (samemu nigdy bym nie znalazła tego miejsca!).

Chef Leez przekazuje podczas tej wizyty bardzo przydatną wiedzę – jak odróżnić zdrowe warzywa i tofu od tych mocno spryskanych chemikaliami czy z podejrzanymi dodatkami. Przy okazji dowiecie się też, dlaczego niektóre jaja mają różową skorupkę 🙂

Chef Leez na bazarku
Chef Leez na bazarku

W kuchni wszystko jest przygotowane i zgrane czasowo – każdy ma własną stację do przygotowywania posiłków, osobny palnik itp. No i jest naprawdę czysto, a chilli w daniach dozujecie sami, nie ryzykujecie więc problemów 🙂 Wszystko przygotowuje się od podstaw, nawet mleko kokosowe trzeba najpierw wycisnąć z wiórków! To był mój pierwszy raz i wcześniej nawet nie wiedziałam, jak ten proces wygląda…

IMAG5308
Wiórki, z których wycisnęłam mleko kokosowe

IMAG5307

Po lekcji dostałam wydrukowaną listę i przepisy na wszystkie dania, mogę je więc przygotować w domu. Na pewno wypróbuję – moje ulubione danie to masaman curry z cynamonem – fenomenalne!

Dowiedziałam się m.in. do czego można wykorzystać mózg krewetki i dlaczego czasem nie należy mieszać zupy, jeśli wrzucimy do niej kurczaka. Spróbowałam też dżemu chilli – mega słodko-ostry, smakował idealnie na chlebie!

A tak mniej więcej wyglądały dania i proces gotowania:

Podstawowe składniki do więkdzości dań - trawa cytrynowa, galangal, limonka kaffir i grzyby tajskie
Podstawowe składniki do więkdzości dań – trawa cytrynowa, galangal, chilli, liście bazylii i grzyby tajskie
Chef Leez prezentuje składniki do curry
Chef Leez prezentuje prawidłowy sposób w jaki należy obierać krewetki
Nasze curry - prawie gotowe!
Nasze curry – prawie gotowe!
Własnoręcznie zrobiona zupa tom yam
Własnoręcznie zrobiona zupa tom yam

IMAG5333

Pad thai!
Pad thai!
Zielone curry, było ostro!
Zielone curry, było ostro!
Sałatka z papai
Sałatka z papai
Mój ulubiony klejący ryż z mango
Mój ulubiony klejący ryż z mango

Po zajęciach polecam przejść się po okolicy. Jest tu ciszej i nie aż tak turystycznie jak np. w okolicach Grand Palace, można przejść się do mniejszych świątyń. Po drugiej stronie ulicy stoi ciekawa, „zawieszona” nad ziemią świątynia taoistyczna. Wygląda naprawdę interesująco, ale nie znalazłam do niej wejścia – może wam się uda.

Bazar przytłaczający wielkością

Wieczorny wypad na bazar jest świetną okazją żeby kupić lokalne przekąski, obejrzeć standardowe pamiątki, czy po prostu usiąść i wypić piwo w ciekawej lokalizacji. Barar Chatuchak jest tak ogromny, że podzielono go na strefy – każda z nich ma motyw przewodni, np. ubrania, kwiaty, zwierzęta itp. Jest otwarty tylko w niedzielę i zjawia się tu mnóstwo turystów i lokalsów – bądźcie gotowi na niezłe tłumy! Osobiście polecam np. bardzo dobre lody kokosowe serwowane w skorupie kokosa – ja próbowałam wersji z dynią i słodkim ziemniakiem. Bardzo ciekawy, mocno słodki smak. No i nigdy wcześniej nie próbowałam lodów z ziemniakiem! 

Owe lody kokosowe
Owe lody kokosowe

Dzień 2

To dzień, na który zaplanowałam typowe turystyczne atrakcje, które każdy odwiedzający Bangkok powinien obejrzeć.

Zatłoczony Grand Palace

Grand Palace widziałam wcześniej na zdjęciach, ale i tak zrobił na mnie ogromne wrażenie. Ilość zdobień, złota i złotej farby, figurek, budynków – jest naprawdę przytłaczająca. Niesamowite miejsce. Przed koronacją każdy król musi spędzić noc w jednym z reprezentacyjnych budynków na terenie Grand Palace, tu też odbywają się koronacje i znaczące uroczystości państwowe. Tron i wnętrza są tak szczegółowo udekorowane, że nie mogłam oderwać wzroku od ścian i mebli. Przy budynkach znajdują się niezliczone figury słoni i mitycznych stworów, jest też model Angkor Wat, dzięki któremu wróciły mi wspomnienia z wycieczki do Kambodży.

Jedynym minusem jest wielka ilość turystów – zwłaszcza z Chin, którzy często zachowują się conajmniej dziwnie, a o uprzejmości chyba nie słyszeli – pchanie się, odbijanie łokciami itp jest standardem. Taką ilość turystów widziałam wcześniej chyba tylko w Wenecji i na placu Św. Piotra w Watykanie. Jest tak tłoczno, że żeby wejść do poszczególnych świątyń trzeba się mocno przepychać, bo jednoczesny strumień osób wchodzących i wychodzących czasem „zatyka” wejścia.

IMAG5423 IMAG5427 IMAG5433 IMAG5445 IMAG5454

Przy pałacu znajduje się też kompleks świątynny, m.in. ze słynną figurką Szmaragdowego Buddy, o którą swego czasu Tajowie walczyli z Laotańczykami. Teraz, gdy figurka jest już na stałe w Bangkoku, jest otaczana należną czcią, a co sezon Buddzie zmienia się ubranie na inne (warto więc wpaść w różnych porach roku i porównać). 

Całe szczęście, że na terenie pałacu dostępne są bezpłatne mapki – kompleks pałacowy jest ogromny, oprócz tego znajdują się też muzea, pięknie utrzymane ogrody (każdy krzaczek ma idealnie przycięte gałązki!) i kawiarenka. Akurat ta ostatnia jest dość na uboczu, ale to właśnie tam najprzyjemniej odpoczywało mi się w południowym upale, pijąc zimną wodę z kokosa.

Chwila oddechu w Wat Pho

Następne w planie były 2 ogromne świątynie. Wat Pho znana jest z wielkiego pozłacanego posągu leżącego Buddy. Wydawało mi się (o, naiwności!), że będzie to 1 duża świątynia. W rzeczywistości to cały wielki kompleks z dziesiątkami stup („wież” buddyjskich), świątyń, ogrodów z fontannami i rzeźbami z Chin i Birmy czy Laosu. 4 wielkie stupy na środku porażają ilością dekoracji i wielkością (42 metry!) i zostały zbudowane w celu uczczenia pierwszych czterech królów Chakri.

Do tego jest tu też słynna szkoła masażu tajskiego – ja tam ogólnie za masażami nie przepadam, więc nie testowałam, ale podobno ludzie którzy tam pracują, wiedzą, co robią 🙂

Moje ulubione miejsce w Wat Pho to mała ławeczka w cieniu wielkiego drzewa. Przeglądałam mapę i próbowałam doczytać coś więcej o świątyni, gdy kątem oka zauważyłam ruch – na drzewie mieszkała cała rodzina wiewiórek! Jedna z nich, najodważniejsza, prawie zeszła mi na ramię. Urocze zwierzaki! W Wat Pho wreszcie znalazłam moment na odpoczynek w ciszy i spokoju – była to świetna kontra dla Grand Palace, w którym jest bardzo głośno i tłoczno. Chyba dlatego tak bardzo spodobało mi się w Wat Pho!

IMAG5456 IMAG5465 IMAG5468 IMAG5470

Wat Arun

Ostatnią świątynią jest Wat Arun, położona po drugiej stronie rzeki. Ze swoją wysoką wieżą i tysiącami dekoracji z porcelany, służy też jako świetny punkt widokowy na miasto. Akurat w trakcie mojej wizyty (listopad 2015) Wat Arun przechodziła renowację i była cała zasłonięta rusztowaniami. No cóż, zdarza się…

Wat-Arun-Tailandia
A tak Wat Arun prezentuje się bez rusztowań

Czas na jednorożce!

Muszę się do czegoś przyznać. Od jakiegoś czasu mam manię na.. jednorożce. Nie wiem czemu, to chyba wpływ Azji i trendu kawaii, ale tak mam. Jednorożce są przecudne! Kiedy znalazłam informację, że w Bangkoku jest jednorożcowa kawiarnia, po prostu musiałam się tam wybrać! Na zdjęciach wyglądała cudnie – różowe ściany, mnóstwo pluszowych jednorożców na kanapach, a w menu tęczowy tort i „gwiezdne” frappe. Cud-miód! Wybrałam się tam wieczorem, tylko po to, by… natknąć się na kartkę, że dziś (poniedziałek) kawiarnia zamknięta. 

fe27

Ale za to zaraz obok znalazłam kawiarnię bez jednorożców, za to z pysznymi deserami – i to właśnie tam przegadałyśmy z Beatą popołudnie, wymieniając się informacjami o naszym życiu i obecnych krajach zamieszkania. Spróbowałam ciastka matcha lava cake, które dosłownie rozpływało się na talerzu, rozsiewając aromat zielonej herbaty. Pycha!

IMAG5487

Nie taki Bangkok straszny?

Podsumowując, Bangkok bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Odebrałam go jako bardzo przyjazne turystom miasto, a BTS to naprawdę wygodny sposób poruszania się między poszczególnymi miejscami. Do czego nie mogłam się przyzwyczaić – to ilość „białych” ludzi na ulicach – po Malezji był to dla mnie niezły szok! Turystów z USA i Australii jest tu ogromnie dużo, więc czasem można się poczuć jak w nie-azjatyckim kraju, patrząc na ludzi na ulicach. 

Ze standardowych stwierdzeń – kuchnia tajska jest pyszna, a co najbardziej mi w niej odpowiada to jej świeżość i ilość surowych warzyw dodawanych do zup i dań głownych – tego mi brakuje w Malezji, w KL raczej wszystkie składniki się smaży, a nie podaje na surowo, niestety.

Bangkok ma 80 km długości i wiem że napewno wrócę tam nieraz – jest jeszcze tyle do zobaczenia i odwiedzenia! I coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że zwiedzanie wielkich azjatyckich miast to mój ulubiony sposób na weekend 🙂

PS Z ciekawostek lokalnych, w McDonaldzie można dostać ciastko na słodko z nadzieniem z kukurydzy – jest pyszne!

IMAG5391

Advertisements